Ludzkość od tysiącleci zmaga się z megalomanią, zarówno jednostkową, jak i dotyczącą całego gatunku. Jest to zjawisko o tyle niebezpieczne, że osoba przekonana o własnej wielkości może faktycznie dokonać przełomowych odkryć lub też zwyczajnie siać zniszczenie. Aby zapobiec rozpowszechnianiu się przekonania, że jako gatunek jesteśmy zdolni do wszystkiego, warto skorzystać z potęgi słowa. Tak jak w baroku wszechobecną sentencją skłaniającą do pokory było "Vanitas vanitatum et omnia vanitas", tak w XXI wieku mamy kultowe słowa "Jebło to jebło, na chuj drążyć temat". Chociaż definicja mass media drastycznie się zmieniła, mają one cechy wspólne zdań oscylujących na granicy świadomości.
Przykładem postaci, która nie zastosowała się do powyższej mądrości ludowej, może być doktor Geist z antypolskiej powieści Bolesława Prusa pod enigmatycznym tytułem "Lalka". Naukowiec ze zgniłego zachodu wmówił sobie, że jest w stanie pokonać prawa fizyki i poświęcił całe życie realizacji tego zamierzenia. Mimo niepowodzeń szedł w zaparte, pogarszając swoje relacje ze społeczeństwem, marnując pieniądze i siły życiowe. Być może gdyby któryś z jego asystentów na wczesnym etapie badań powiedziałby mu "Jebło to jebło, na chuj drążyć temat", Geist zdałby sobie sprawę, że jest tylko człowiekiem i pewne rzeczy wykraczają poza zakres jego możliwości.
Natomiast w naturalistycznej powieści polskiego noblisty zatytułowanej "Chłopi"... Żartowałam, nie czytałam tego gówna. Podaruję sobie ten akapit.
Oprócz przesłania konieczności pogodzenia się z zastaną rzeczywistością, które można by odnieść do stoickiej szkoły filozofii funkcjonującej w starożytnej Grecji, sentencja ta ma drugie dno, kryjące się w pierwszym zdaniu składowym. Stwierdza ona w zawoalowany sposób, że co się stało, to się nie odstanie, i musimy się liczyć z konsekwencjami naszych czynów, gdyż cofanie czasu jest częścią szerokiego wachlarza rzeczy, których nie możemy dokonać. Przykładem postaci, która przekonała się o tym w dotkliwy sposób, jest Jacek Soplica (pseudonim artystyczny: Ksiądz Robak) z epopei narodowej napisanej przez wieszcza Adama Mickiewicza, który wcale nie był Litwinem. Gdyby Jacek Soplica był trochę bardziej rozsądnym człowiekiem, a mniej szlachcicem, powstrzymałby się przed felernym strzałem, ale ponieważ tego nie zrobił i nie mógł cofnąć czasu, musiał uciekać się do skomplikowanego planu pokuty, który doprowadził go do absolutnego upodlenia i chowania swojej mordy pod kapturem przed własnym synem. Postać Jacka Soplicy od pokoleń uczy czytelników, że należy panować nad swoimi nerwami, bo jak nie, to przypał.
Przytoczone przykłady świadczą, że wbrew popularnemu ostatnio coachingowi, czasem trzeba się po prostu poddać dla dobra własnego i otoczenia. Na szczęście nawet w erze komputerów funkcjonują jeszcze poeci, którzy potrafią w jednej linijce białego wiersza zawrzeć głębokie filozoficzne przesłanie. Do innych przykładów sentencji, które mogą pomóc w podjęciu ciężkiej decyzji, należy "Wyżej dupy nie podskoczysz", które również akcentuje ograniczenie ludzkich możliwości i skłania do rozmyśleń i pokory.
piątek, 2 czerwca 2017
czwartek, 9 czerwca 2016
strumień świadomości w polu elektrycznym
Jadę. Droga ta sama co zwykle, ale dzisiaj lepiej, bo tramwajem Schopenhauera (choć niestety
z literówką w nazwisku Nietzschego). Jadę i patrzę. Za oknem krzywy krzyż krzyczy, że nie było go w spocie. Głęboka zieleń schłodzonej butelki piwa zastąpiła eksplozje kolorów na gałęziach,
a Schetyna zastąpił Grodzką na billboardzie. Jedynie graffiti jest niezmienne. Myślę sobie, że autor dopisku "Charliego" przy dzielnicowym oznaczeniu "Aniołki" wybudował sobie pomnik trwalszy niż z kevlaru. Dwa przystanki dalej znajomy szary napis na szarym murze pyta mnie pionowo "CO?" i mimo zdanej filozofii nie jestem w stanie odpowiedzieć na to naładowane (dodatnio) pytanie. Ale jadę. Szczurze memento mori wahadłuje mi na szyi, glany stawiają opór sile bezwładności. Rozglądam się po tramwaju i widzę ludzi z notatkami, na co przypomina mi się leżący obok politechnicznego śmietnika listek po tabletkach Sesji. Takie uroki czerwca.
Jadę i patrzę i po raz tysięczny przykuwają mój wzrok te dziwaczne kulki na drzewach. Po co właściwie pasożytowi tak doskonała forma? Czy jemiole chodzi o równość wszystkich gałązek? ...a może to tylko kamuflaż, może ich uparta dyfuzja to nie zaraza, a rekrutacja? W końcu kule były długo uważane za świetny kształt dla amunicji, jeszcze za czasów wiary w autorytet Arystotelesa. Niewyspany most zrywa się z wodzy i staje mi przed oczami wizja, jak drzewa buntują się i zaczynają atakować drzewowyrwich narodowców. Gdyby potraktować wiewiórkę jako masę cząstkową, a następnie je scałkować przy odpowiedniej granicy, mogłyby przechylić drzewo i skatapultować kulę prosto w te połyskujące, jajowate cele! A wtedy gałązklatka zacisnęłaby się na nich, dusząc i tłumiąc krzyki... To byłaby całkiem niezła metoda walki jak na stworzenia, które nie znają podstaw aerodynamiki.
niedziela, 27 grudnia 2015
A star warsy były super
To nie będzie post o filmie! Nie jestem na tyle złym człowiekiem, żeby rozsiewać spoilery wkrótce po premierze. Ale za to jestem na tyle próżnym człowiekiem, żeby zrobić post szafiarski :D Bowiem chwilę przed wyjściem na premierowy seans spojrzałam na leżący na biurku fez
i pomyślałam „yolo, pójdę w biedakospleju Doctora” @u@
Udało nam się dotrzeć do Alfy około 23:30. Muszę pochwalić organizatorów wydarzenia: opuszczone centrum handlowe z wyznaczoną taśmą drogą do kina jest bardzo klimatyczne.
No i niespodzianka: ogromny domek z piernika! Nawet sezon świąteczny ma swoje plusy ;)
Na miejscu skompletowałam swój outfit:
sweter przypominający szalik 4-ego (bodajże C&A),
pojedynczy kolczyk-TARDIS (jakiś handmade na Pyrkonie '13),
mały śrubokręt soniczny 11-ego (gadżety z drugiej ręki na Pyrkonie '15)
oraz oczywiście fez (Panna Spisek Photography&Stuff).
W ten sposób byłam pewna, że będę się wyróżniać. Fryzury a'la Leia to taki mainstream :/
Warto docenić odważne połączenie, które ma na sobie Eśka: ananasowego T-shirta (nie wiem)
z szaliczkiem w szturmowców (wyrób własny). Na uwagę zasługuje też futrzasta czapka Misi (prawdopodobnie jakiś lump) z kreatywnie dobranym dodatkiem w postaci ozdoby prezentowej.
![]() |
Mimo słabego oświetlenia i nieprofesjonalnego tła w postaci ściany pomazanej w bajkowe postaci, moje modelki nie traciły pogody ducha i gotowości do pozowania. Nie musiałam nawet mówić im, jak mają się ustawić czy uśmiechać, a wyszły pięknie i naturalnie jak zawsze. Dziękuję, dziewczyny!
Dla chcącego nic trudnego: kiedy zobaczyłam ten plakat Wojen Gwiazd, po prostu wiedziałam, że muszę mieć z nim zdjęcie. Nie przeszkodziło mi nawet to, że wisiał tuż nad ziemią. Zwyczajnie zawołałam „trudno!” i usiadłam na podłodze kina. Odrobina szaleństwa jeszcze nikogo nie zabiła! A spodnie i tak miałam wyrzucić.
Ale to nie był jeszcze koniec niespodzianek. W życiu bym się nie spodziewała, że spotkam tego dnia mojego życiowego idola: Jamesa McAvoya! Uważam, że w roli Makbeta wypadł szczególnie seksownie ;)) Poprosiłam jego kartonowe wcielenie o wspólne zdjęcie, a że nie protestował, to właśnie ono! Nawet wyszło prawie, jakbym też miała miecz :D
Ale w końcu nadszedł czas, żeby przestać się wygłupiać i zasiąść na sali, wyciągnąć kapuczinko w stylowym turkusowym termosie i czekać na seans. Reklamy trwały dziwnie krótko, ale było wśród nich coś wyjątkowego: niezwykle starannie przygotowany spot Uniwersytetu Gdańskiego, który prawie zdołał mnie przekonać, że czegoś tam uczą, dopóki nie padło hasło „Uniwersytet Gdański. Dołącz do najlepszych”. Studentce Politechniki trudno było się powstrzymać od skojarzenia z „Przejdź na ciemną stronę mocy” ;P A potem już nastąpiła muzyka Ennio Morricone i widowisko się zaczęło. Film sam w sobie był bardzo dobry, chociaż bardziej niż wszystkie zawarte w nim żarty rozbawiło mnie zachowanie pewnego dżentelmena, który mniej więcej pół godziny przed końcem wyszedł z sali i wrócił z kartonowym Makbetem (tym samym, z którym mam zdjęcie!). Spoglądał się na nas osądzająco aż do samego końca (Makbet, nie dżentelmen).
Niestety, zbyt szybko nadszedł czas, żeby pożegnać się z przygodami kapitana Kirka i wrócić do rzeczywistości. Chwilę po wyjściu z sali zadzwoniła do nas Panna Spisek i zaczęła coś krzyczeć o szablach świetlnych, no i tak się z nią zagadałam, że nieopatrznie pozwoliłam Eśce prowadzić nas do wyjścia. Skończyłyśmy na podziemnym parkingu, ale po zrobieniu kilku rundek dookoła znalazłyśmy wyjazd i nie pozostało nam już nic innego, jak tylko iść pod górę, wołając „brum! brum!”, jak robią wszyscy odpowiedzialni dorośli.
I to był już koniec naszej małej wyprawy do kina (pomijając chipsy solone i pana taksówkarza, który z jakiegoś powodu zaczął nam opowiadać o nowych Bondach). Mam nadzieję, że dałam radę Was zainteresować i że zajrzycie tu jeszcze kiedyś po nowe 'szafiarskie' wpisy ;))
piątek, 27 listopada 2015
Studia są śmieszne
Damn, to już dziewięć miesięcy bez posta. Co zrobię, miałam życie. I maturę. I wakacje. I bardzo dezorientujący wrzesień, kiedy ciągle wydawało mi się, że jest już październik, a powinno mi się wydawać, że jest sierpień. Ale przetrwałam to wszystko i teraz mam studia.
Jest zabawnie. Co prawda byłam przekonana, że „poszłam na nanananotechnologię. będę batmanem” to jedyny żart, jaki można zrobić z tej nazwy, ale padają lepsze. No i, jak słusznie zauważył Jonatan, wszystko fajnie, ale dziury tym nie wykopiesz.
Można spokojnie powiedzieć, że otrzymuję na tej nobliwej uczelni wykształcenie wszechstronne. Na fizyce uczymy się życia (sprzątanie pokoju jest wbrew prawom fizyki i w dodatku generuje zanieczyszczenie środowiska), elementarnej psychologii (jeśli nie chcesz kogoś obrazić, nie mów mu, że zrobił ciasto z zakalcem, tylko że jego ciasto „ma wyraźny gradient gęstości skierowany ku dołowi”) i działania ciągów przyczynowo-skutkowych (jeśli nie nauczymy się na pierwsze kolokwium z fizyki, to dostaniemy kołem ratunkowym w głowę). Za to na ekonomii ćwiczymy optymizm: wykładowca przekonuje nas, że politycy kłamią, że wszystko przegrywa z ludzką naturą i że Polska Jest Bardzo Biedna™. ...a na matmie uczymy się matmy. nudy.
Jednak najtrudniejszym przedmiotem jest historia nauk ścisłych i technicznych, której zaliczenie wymaga zapamiętania odpowiedzi na ogromnie wiele pytań typu kto i kiedy napisał pierwszą polską książkę o zastosowaniu ziół? i w jakich latach powstawał Kanał Augustowski?. Chodzę na wykłady głównie dla ciekawostek - nie mogłabym żyć bez świadomości, że ktoś kiedyś przeprowadził legitny i rewolucyjny eksperyment, chuchając czosnkiem na magnes. W kategorii „role model fizyka” może z nim konkurować tylko człowiek, który napisał całą książkę o badaniach dotyczących elektryczności przeprowadzonych na swoich kalesonach. A wiedzieliście, że teoria Kopernika wcale nie była heliocentryczna? A tu macie najpiękniejszą mapę świata na świecie:
![]() |
| ta góra służy temu, żeby słońce się za nią chowało i zza niej wychodziło (na rysunku są obie pozycje). a cały świat jest zamknięty w Arce Przymierza. no przecież to logiczne. :D |
Studencki tryb życia obserwuję raczej z boku, bo mieszkam z rodzicami i w zupełnie nieodpowiednim momencie znudził mi się alkohol. Więc zamiast chodzić na pijackie integracje, przesiaduję u przyjaciółki, jedząc kibiny albo świeżynkę i wymieniając się idiotyzmami, które wymyślali starożytni Grecy (na filologii polskiej też dużo o tym mówią!). Na wykładach, jak jestem przytomna, wytykam profesorom błędy w prezentacjach (the beta mode is never off). A robienia notatek w półśnie nie polecam - wczoraj zapisałam coś takiego: „pieniądz żyrowy - produkcja dodatkowy ferfym”. Nie wiem, czy pomoże mi to zdać egzamin :|
Stereotypy się nie sprawdzają: kraciaste koszule obserwuję głównie na dziewczynach, których jest mniej więcej połowa. Trochę się ich boję, więc trzymam się z chłopakami po technikum :'D Karmią mnie whisky i chipsami, a ja na nich krzyczę, że mają się uczyć fizyki. Piękna przyjaźń.
A absurdów życia codziennego jest sporo. Na przykład poniedziałek, godzina 9:50, dwudziesta minuta wykładu. Wchodzi kolega* w koszulce z napisem „SORRY I'M LATE”. Pięć minut później drugi, w bluzie z nadrukiem „IT'S A FUCKING MONDAY AGAIN”.
Albo to, że ostatni tydzień moich zajęć w tym semestrze będzie miał kolejność „poniedziałek, wtorek, poniedziałek, wtorek, piątek”, a to dlatego, że w najbliższy wtorek mam środę, żeby inżynieria materiałowa wyrobiła się ze swoimi magisterkami. I fakt, że muszę się wspinać na trzecie piętro Gmachu Głównego, bo nasze audytorium w nowiutkim budynku przecieka.
Ale powiem wam, że ogólnie to Politechnika Gdańska: 8/8, polecam. Would apply again.
Mam nadzieję, że nikomu nie było specjalnie smutno, że nie piszę, bo liczę granice ^^
Mam nadzieję, że nikomu nie było specjalnie smutno, że nie piszę, bo liczę granice ^^
Tu powinna być puenta, ale nie będzie, bo mam parę przykładów z chemii do uporządkowania:
*Jestem prawie pewna, że to ten sam człowiek, któremu na Adapciaku o 4 w nocy groziłam trzymanym w ręce glanem, drugą dłonią tulając agresywnie pluszowego żółwia. Nie budźcie mnie w środku nocy.
piątek, 27 lutego 2015
Ludzie, którzy rozumieją
Na dworze jest smutno, źle i zimno (zabawne, ten wstęp powstał pięć miesięcy temu, a wciąż aktualny. ha, ha.) i stężenie rzeczywistości dawno przekroczyło granicę tolerancji, więc kiedy nie czytam artystycznych komiksów i nie zasłuchuję się Black Sabbath/Taylor Swift, myślę o moich nerdach. Na chwilę staję się starym sentymentalnym żółwiem i wspominam te wszystkie piękne momenty, które tak trudno jest zrozumieć większości ludzi. To część fandomowej radości - kompletna niedorzeczność relacji międzyludzkich. No bo kto to widział, wybuchać miłością
w stronę obcego człowieka, bo lubicie te same seriale? Ano ja widziałam! :D
w stronę obcego człowieka, bo lubicie te same seriale? Ano ja widziałam! :D
Najwspanialsza rzecz, jaka przychodzi człowiekowi z wkręcenia się
w nerdowe społeczności, to dzielenie się szczęściem. Przeczytanie dobrej książki czy obejrzenie filmu to dopiero początek: wszystko robi się dziesięć razy lepsze, kiedy się to z kimś przedyskutuje, wspólnie pozachwyca i zobaczy w internecie, jakie szczegóły tym razem przeoczyłam, a fandom znalazł i przeanalizował. Pierwsze takie chwile zawdzięczam Discworldowi, gdzie zawsze znalazł się ktoś, kto znał czytaną akurat przeze mnie książkę. Kilka lat później wygląda to trochę inaczej: tak jak wtedy, kiedy wychodził (WRESZCIE) trzeci sezon Sherlocka i obejrzałam pierwszy odcinek na streamie i nie minęły trzy sekundy od rozpoczęcia napisów końcowych, kiedy napisała do mnie Arsis, żeby razem pohajpować <3
Jeszcze lepsze jest przekazywanie szczęścia dalej: nic nie może się równać dumie odczuwanej, gdy ktoś pokocha polecony przeze mnie serial. Od niewinnego pytania, jak się podoba przekazane na pendrajwie dobro, zaczyna się ciąg wrażeń i cytatów, dzięki którym przeżywam tę wspaniałość drugi raz - i grzecznie nie spoileruję wszystkich zajebistych
i okrutnych rzeczy, jakie jeszcze na oglądającego czekają. A związane
z tym drugim feelsy to jedyna sytuacja, w której się cieszę z cierpienia moich przyjaciół >:D
A co obejrzałam/przeczytałam/przesłuchałam/przedyskutowałam, to moje. Już nikt mi nie zabierze pięknych kwestii, które wywołały uśmiech na twarzy, opadnięć szczęki w reakcji na kolejny plot twist, zachwytu nad konstrukcją relacji międzyludzkich w bajce dla dzieci, dystansu do życia podłapanego z fantasy - i wiedzy. Pamiętanie postaci, fabuł i tym podobnych wydaje się bezużyteczne (jeśli kogoś nie bawi rozpoznawanie gifów na tumblrze), ale jest bezcenne w nawiązywaniu kontaktów z innymi nerdami oraz w wymyślaniu haseł do wspaniałej, integrującej, kultowej Gry W Kartki Na Głowie (nazywanej też czasami Grą w Johnny'ego Deppa). Jasne, mogłabym wypełnić tę przestrzeń w mózgu nazwami rzek w Afryce, ale mam w dupie rzeki Afryki, mam w dupie rzeki Afryki :P
Skoro o nawiązywaniu kontaktu mowa: nie znam żadnej innej społeczności, gdzie tak niewiele do tego trzeba. Wystarczy udostępnienie posta zwierza, a można znaleźć bratnią duszę po drugiej stronie ulicy. Albo pół-przypadkowe wejście na profil znajomej znajomego i odkrycie mnóstwa wspólnych fandomów - tak, nawet Artemisa Fowla! (dalej rekomenduje się zaproszenie do friendsów, cztery godziny entuzjastycznej rozmowy i jeżdżenie razem na konwenty). Albo to, że nowo poznana koleżanka koleżanki też zna na pamięć internetową piosenkę na podstawie trailera gry komputerowej (wtedy można śpiewać ją na ulicy w zgodnym trio trzy minuty po poznaniu się!).
Inną składową fandomowej radości jest to, że na zgromadzeniach nerdów nie ma obcych ludzi. Kiedy człowiek z drewnianym mieczem mówi zmęczonym głosem „o, macie ciastka”, całkowicie normalnym jest, że należy go poczęstować. Jeśli pierwszym, co widzę po przebudzeniu, jest piękna doctorowa koszulka dziewczyny w wianku trzy karimaty dalej, to wydanie z siebie ciągu nieskładnych komplementów jest oczywiste i mile widziane. Nie trzeba zresztą
z nikim rozmawiać ani dzielić się jedzeniem, żeby poczuć duchowe braterstwo. Wystarczy o drugiej w nocy jeździć ruchomymi schodami w górę i w dół dla czystej przyjemności: można wtedy odkryć, że ten bosy pan w pięknym przebraniu szamana robi dokładnie to samo. Albo bitą godzinę śpiewać nad planszówkami fragmenty wszystkich piosenek, jakie przyjdą nam do głowy i z zaskoczeniem usłyszeć, że przy pieśniach legionowych dołącza się stolik obok.
z nikim rozmawiać ani dzielić się jedzeniem, żeby poczuć duchowe braterstwo. Wystarczy o drugiej w nocy jeździć ruchomymi schodami w górę i w dół dla czystej przyjemności: można wtedy odkryć, że ten bosy pan w pięknym przebraniu szamana robi dokładnie to samo. Albo bitą godzinę śpiewać nad planszówkami fragmenty wszystkich piosenek, jakie przyjdą nam do głowy i z zaskoczeniem usłyszeć, że przy pieśniach legionowych dołącza się stolik obok.
Cudowne jest też to, jak na konwentach zacierają się granice między fejmami i fanami (nigdy nie wiesz, czy uwielbiana komiksiara nie będzie piszczeć na widok cosplayu twojej koleżanki). Na myśl przychodzą mi takie piękne momenty, jak: urocze zaskoczenie Kiciputka, kiedy wręczyłam jej Knoppersa (i, pół roku później, Marsa); Dem odkładający dla mnie ostatni egzemplarz Rycerza Agaty; przypadkowe wpadnięcie na szczęśliwą Ilonę spacerującą między stoiskami z rękodziełami; wspólne ze zwierzem nawoływanie ludzi na jej nieplanowaną prelekcję.
Choć konwenty są super, fandomowa radość przychodzi we wszystkich rozmiarach. Może to być kilkanaście osób, które umawia się na kawę i zostaje w kawiarni na pięć godzin, gadając o serialach
i tulając Travelling Daleka. Może to być pięć osób w tureckiej cukierni w multikulturalnej dzielnicy Berlina i nagły wybuch obustronnej miłości na widok plakatu z TARDIS kupionego przez miłą Węgierkę. Nawet na dziwnym wegańskim weselu może się okazać, że siedzący naprzeciwko student filozofii jest nerdem - i jakoś wywiązuje się długa rozmowa o Marvelu i wszystkim innym.
i tulając Travelling Daleka. Może to być pięć osób w tureckiej cukierni w multikulturalnej dzielnicy Berlina i nagły wybuch obustronnej miłości na widok plakatu z TARDIS kupionego przez miłą Węgierkę. Nawet na dziwnym wegańskim weselu może się okazać, że siedzący naprzeciwko student filozofii jest nerdem - i jakoś wywiązuje się długa rozmowa o Marvelu i wszystkim innym.
A jak znaleźć takich ludzi na ulicy/korytarzu? No, na przykład wzrokiem. Koszulki z nadrukami, breloczki, biżuteria, torby, naszywki, a nawet wianki to obiekt pragnień wielu - i trudno się dziwić, bo są niezawodne. Pierwszego dnia liceum jakaś dziewczyna zawołała w moją stronę „o, kolejne otaku!” na widok przypiętej do mojej torebki niepozornej literki L. W tym samym budynku dyskretnie stalkowałam dziewczynę noszącą oznaki wholokowości (i uczciwie jej to wyznałam podczas przypadkowego spotkania w magicznym pociągu na Pyrkon. reakcja wyglądała tak). Ale przedmiotów wcale nie trzeba posiadać, żeby cieszyły: ileż to razy przystawałam przy jakimś stoisku na konwencie i bełkotałam coś
w rodzaju „o mój boże to jest piękne jesteś najbardziej utalentowaną osobą na świecie jak będę bogata to wykupię wszystkie te poduszki”. Albo wyjście do chińskiego na moim osiedlu: przy wizycie z dwiema nerdowymi przyjaciółkami spędziłyśmy tam ponad godzinę, zaśmiewając się do rozpuku i wyszłyśmy z dwiema figurkami R2-D2.
w rodzaju „o mój boże to jest piękne jesteś najbardziej utalentowaną osobą na świecie jak będę bogata to wykupię wszystkie te poduszki”. Albo wyjście do chińskiego na moim osiedlu: przy wizycie z dwiema nerdowymi przyjaciółkami spędziłyśmy tam ponad godzinę, zaśmiewając się do rozpuku i wyszłyśmy z dwiema figurkami R2-D2.
Ale można też słuchem. Na przykład kiedy na dodatkowej lekcji fizyki rozlega się nagle dźwięk lądującej TARDIS i oprócz mnie podskakuje
i rozgląda się jeszcze jeden chłopak, a właściciel telefonu, kryptonerd, odbiera smsa. Ale przede wszystkim przez słowa: catchphrase'y, żarty i aluzje. Np. kiedy odstawiona na mangową lolitę dziewczyna woła
w stronę grupki Pratchettowych entuzjastów „Allons-y!”, bo jedno z nas ma fez (ach, ta przenikalność fandomów! <3). Najpiękniejsze jest jednak wspomnienie z festiwalu Najgorszych Filmów Świata, gdzie na seansie Morderczych ryjówek cała publiczność wydawała się nerdowa, udawałam pociąg dla chłopaka powtarzającego „I like trains”, a kiedy rzuciłam coś o niedziałaniu na drewno, a Dorota (całkiem mi wtedy obca) zrozumiała.
i rozgląda się jeszcze jeden chłopak, a właściciel telefonu, kryptonerd, odbiera smsa. Ale przede wszystkim przez słowa: catchphrase'y, żarty i aluzje. Np. kiedy odstawiona na mangową lolitę dziewczyna woła
w stronę grupki Pratchettowych entuzjastów „Allons-y!”, bo jedno z nas ma fez (ach, ta przenikalność fandomów! <3). Najpiękniejsze jest jednak wspomnienie z festiwalu Najgorszych Filmów Świata, gdzie na seansie Morderczych ryjówek cała publiczność wydawała się nerdowa, udawałam pociąg dla chłopaka powtarzającego „I like trains”, a kiedy rzuciłam coś o niedziałaniu na drewno, a Dorota (całkiem mi wtedy obca) zrozumiała.
![]() |
| Nie umiem w puzzle. Ani w gify. Ale rozumiecie przesłanie ;) |
wtorek, 2 grudnia 2014
Liebster kontratakuje
I stało się, zostałam ponownie wyzwana do Liebster Award, tym razem jakoś bardziej osobistego niż zeszłoroczny. Za nominację dziękuję Anth, nawet nie wiedziałam, że czyta guziki <blush>
1. Masz możliwość rzucić swoje
dotychczasowe życie na rok i wyjechać gdziekolwiek zechcesz. Jakie
miejsce wybierasz?
Szkocja, Kanada albo Holandia. W Holandii chyba najcieplej, ale poza oglądaniem Van Gogha nie ma wielu rzeczy, które chciałabym tam robić, więc to raczej wizyta na tydzień. A w Szkocji pada. Więc wybrałabym chyba syrop klonowy i hokej :D
Szkocja, Kanada albo Holandia. W Holandii chyba najcieplej, ale poza oglądaniem Van Gogha nie ma wielu rzeczy, które chciałabym tam robić, więc to raczej wizyta na tydzień. A w Szkocji pada. Więc wybrałabym chyba syrop klonowy i hokej :D
2. Jakiej muzycznej fascynacji z
przeszłości wstydzisz się najbardziej?
To byłaby chyba Abba, z braku
bardziej żenujących (pomijając kilkudniowe fazy na "Kolor
wiatru" śpiewany przez Górniak i "Uprising"
Sabatonu, gosh). Ogólnie to moje życie było bardzo biedne muzycznie jakoś tak do 15? 16 roku? bo składało się najpierw z
Turnaua, a potem poszerzyło się o Radiohead i tenże szwedzki pop. Na pierwszej empetrójce miałam praktycznie wyłącznie
Radiogłowych i Abbę. I trochę Farny. Nie, nie wiem, jak ja stworzyłam to połączenie.
...wyszło całkiem sporo wstydliwych.
...wyszło całkiem sporo wstydliwych.
3. Przeżyłaś już koncert życia?
Cóż to był za wykonawca (jeśli był) lub będzie (jeśli jeszcze
nie był)?
Iron Maiden. W Gdańsku. Whoaaa.
Oprócz samego koncertu, który był oczywiście powalający (tacy starzy, a tak wymiatali), niezapomniany był także dojazd: w połowie drogi do areny wysiadł nam tramwaj, więc spiknęliśmy się z Ponderem z czwórką innych nastolatków w koszulkach Ironów i razem kombinowaliśmy. Przeszliśmy kawałek na piechotę, potem podwiózł nas tramwaj skręcający w złą stronę, więc się cofnęliśmy, jakieś stare grube brudy wskazały nam drogę, po dłuższej chwili marszu dotarliśmy do przystanku autobusowego, kiedy to zdałam sobie sprawę, że - będąc jedyną miejscową - nie mam pojęcia, gdzie jestem i jak stąd trafić, a koncert zaczyna się niedługo... i wtedy rozpętała się burza.
Ale i tak najlepszy był sześcioletni chłopiec, który spojrzał na naszą szóstkę stojącą pod wiatą przystankową i spytał niewinnie "czy wy jedziecie na jakiś zjazd fanów...?"
Oprócz samego koncertu, który był oczywiście powalający (tacy starzy, a tak wymiatali), niezapomniany był także dojazd: w połowie drogi do areny wysiadł nam tramwaj, więc spiknęliśmy się z Ponderem z czwórką innych nastolatków w koszulkach Ironów i razem kombinowaliśmy. Przeszliśmy kawałek na piechotę, potem podwiózł nas tramwaj skręcający w złą stronę, więc się cofnęliśmy, jakieś stare grube brudy wskazały nam drogę, po dłuższej chwili marszu dotarliśmy do przystanku autobusowego, kiedy to zdałam sobie sprawę, że - będąc jedyną miejscową - nie mam pojęcia, gdzie jestem i jak stąd trafić, a koncert zaczyna się niedługo... i wtedy rozpętała się burza.
Ale i tak najlepszy był sześcioletni chłopiec, który spojrzał na naszą szóstkę stojącą pod wiatą przystankową i spytał niewinnie "czy wy jedziecie na jakiś zjazd fanów...?"
4. Najbardziej pożądana cecha u
przyjaciela to…?
Przypuszczam, że jakaś cecha
odróżniająca go od reszty przyjaciół. Nie ma jednoznacznego
opisu na wszystkich bliskich mi ludzi i to właśnie w nich lubię
(oprócz normalnych nudnych rzeczy, jak wspólne zainteresowania,
szczerość, lojalność i takie tam bzdury)
5. Ulubione guilty pleasure?
Trudne pytanie, zazwyczaj daję radę sobie wytłumaczyć, dlaczego to, co akurat robię, nie jest guilty. Ale zdarza mi się radośnie i świadomie nie odróżniać filmów/książek artystycznych od pseudoartystycznych i czerpać przyjemność z kliszowych i pretensjonalnych produkcji.
6. Książka, której przeczytania żałujesz?
Trudne pytanie, zazwyczaj daję radę sobie wytłumaczyć, dlaczego to, co akurat robię, nie jest guilty. Ale zdarza mi się radośnie i świadomie nie odróżniać filmów/książek artystycznych od pseudoartystycznych i czerpać przyjemność z kliszowych i pretensjonalnych produkcji.
6. Książka, której przeczytania żałujesz?
Kod da Vinci. Stwierdziłam kiedyś, że warto by sprawdzić, ile jest wart ten cały Brown, który tak dobrze się sprzedaje (a to było dawno) i pożyczyłam od koleżanki obie najsłynniejsze jego powieści. O ile Anioły i demony, przeczytane jako pierwsze, całkiem mi się podobały mimo ich bezsensowności, to lektura zaraz po nich Kodu walnęła mnie w ryj realizacją, jak bardzo produktowe i podobne do siebie są książki tego pana.
7. Za co cenisz się najbardziej?
Nie potrafię wskazać takiej cechy charakteru, bo mi się zmienia, ale mam osiągnięcie życiowe:
w ciągu 18 lat w moim życiu pojawiło się sporo (kilka) osób, dla których byłam (w jakimś okresie) chyba ważna (trochę) i żadnej z tych osób (poważnie ani trwale) nie skrzywdziłam. Tak myślę.
8. Poleć mi trzy dobre książki. Albo
filmy. Albo jedno i drugie.
Nie no, przecież wszyscy wiedzą, że to zakazane pytanie ;_; Robiłam już nie jedno wyzwanie książkowe, a z ładnymi filmami planuję post, więc opiszę rzeczy obejrzane/przeczytane niedawno.
Książka: Amerykańscy bogowie. Wciągnęła mnie i nie wypuściła przez tydzień, ma świetną wszech-mitologiczną tematykę, dziwaczną strukturę rozwoju akcji i przepiękny gaimanowy styl.
Serial: Orange Is The New Black, którym żyłam przez jakieś dwa miesiące, a teraz muszę cierpieć w oczekiwaniu na trzeci sezon. Ciągle nie mogę się zdecydować, która z postaci jest moją ulubioną, bo ten serial ma pięciokrotnie większy niż normalny przydział interesujących kreacji, a jakby tego było mało, scenarzyści co chwilę znajdują nowy sposób, żeby mnie zaskoczyć. A do końcowej punktacji +11 za najpiękniejszą czołówkę świata.
Komiks: Nieskończona miłość, którą do ciebie czuję i inne historie, przeczytany wczoraj cieniutki tomik krótkich, ale wymownych historyjek komiksowych, narysowanych ładną kreską,
z odpowiednią dawką czarnego humoru i interesującym podejściem do miłości i śmierci.
Serial: Orange Is The New Black, którym żyłam przez jakieś dwa miesiące, a teraz muszę cierpieć w oczekiwaniu na trzeci sezon. Ciągle nie mogę się zdecydować, która z postaci jest moją ulubioną, bo ten serial ma pięciokrotnie większy niż normalny przydział interesujących kreacji, a jakby tego było mało, scenarzyści co chwilę znajdują nowy sposób, żeby mnie zaskoczyć. A do końcowej punktacji +11 za najpiękniejszą czołówkę świata.
Komiks: Nieskończona miłość, którą do ciebie czuję i inne historie, przeczytany wczoraj cieniutki tomik krótkich, ale wymownych historyjek komiksowych, narysowanych ładną kreską,
z odpowiednią dawką czarnego humoru i interesującym podejściem do miłości i śmierci.
9. Gdybyś mogła słuchać do
końca życia tylko jednej płyty, to co by to było?
Uhm. Potencjalne odpowiedzi chronologicznie: kiedyś powiedziałabym, że Tutaj jestem Turnaua, rok później, że Hail to the Thief Radiohead, potem może Fear Of The Dark Iron Maiden, Kaczmarskiego - skrajnie - Między nami albo Wojna postu z karnawałem, ostatnio straszliwie mainstreamowo słucham często AM Arctic Monkeys i jeszcze mi się nie znudziło.
I ty mi, zły człowieku, każesz wybrać jedną. Niech będzie więc Między nami, no bo poważnie, słyszeliście tę płytę kiedyś?
Uhm. Potencjalne odpowiedzi chronologicznie: kiedyś powiedziałabym, że Tutaj jestem Turnaua, rok później, że Hail to the Thief Radiohead, potem może Fear Of The Dark Iron Maiden, Kaczmarskiego - skrajnie - Między nami albo Wojna postu z karnawałem, ostatnio straszliwie mainstreamowo słucham często AM Arctic Monkeys i jeszcze mi się nie znudziło.
I ty mi, zły człowieku, każesz wybrać jedną. Niech będzie więc Między nami, no bo poważnie, słyszeliście tę płytę kiedyś?
10. Ociekający tłuszczem burger czy
wegański, organiczny falafel?
A może być wegański burger? :3
(Gdańszczanom polecam: ul. Wajdeloty 25, vegeburger za 14 zł,
szczęścia milion. [reklama niesponsorowana]) Z tych dwóch do wyboru
lubię oba (zakładając, że burger oprócz tłustego mięsa ma też
świeże warzywa i bułkę), ale jednak falafel, bo od dwóch
miesięcy pewien sukinsyn obrzydza mi regularnie mięso.
11. Jaką jedną rzecz zmieniłabyś
w życiu, gdybyś mogła?
Chciałabym mieć własną wolę. Kto mi kupi pod choinkę?
Chciałabym mieć własną wolę. Kto mi kupi pod choinkę?
Moje pytania:
1. Ulubiona antropomorficzna personifikacja?
2. Pizza i serial czy piwo i planszówki?
3. Rolemodel z wybranego serialu.
4. Wolisz czarny humor czy gry słowne?
5. Ciastka?
6. Jaka jest twoja opinia na temat wykluczenia społecznego?
7. Jest jakiś komiks (webkomiks, seria), który byś mi polecił(a)?
8. Grasz kółkiem czy krzyżykiem?
9. Czy lubisz chociaż jednego polskiego twórcę publikującego na youtubie? Którego?
10. Jezioro czy morze? [zawsze mi się wydawało, że to dzieli ludzi prawie tak jak kawa/herbata]
11. Najbardziej badassowa postać mityczna?
Moje nominacje:
Nie jestem specjalnie kreatywna i oprócz blogowych gigantów polskiego światka czytuję głównie swoich znajomych, więc będzie się trochę powtarzało z zeszłego roku. Nominuję:
Eśkę, bo jeszcze nie zapomniałam tej wspaniałej frustracji po opublikowaniu tekstu na Potfforze.
Ginny, do absurdowego lub nie zrealizowania na Pamiętniku albo Dinozaurach.
Pondera, jeśli będzie mu się chciało cokolwiek opublikować na tym biednym Ponder Times.
Dorotę zaspamuję na asku, bo wiem, że tego chce (możesz podać dalej :P)
Dodatkowo z małymi szansami na odpowiedź:
Istotę dużomyślącą, bo jest chyba jedynym znanym mi blogiem, który się łapie pod zasady
(ale nie jestem pewna, czy autorka w ogóle jeszcze go prowadzi).
Olę z Doliny Kulturalnej, choć wyraźnie też ma przerwę w blogowaniu (to zrozumiałe, jesień, fuj)
oraz <werble>
Tris Moszfajkę, najbardziej tajemniczą osobę, jaką zdarzyło mi się poznać przez blogi.
No to dzięki za zaproszenie do zabawy i czekam na ewentualne dobrowolne odpowiedzi. Żółw!
EDIT, bo te złe ludzie nie przestrzegają zasad i dostałam dodatkowe nominacje od Eśki i Ginny.
Pytania od Eśki
1. Przyznaj się, ile książek Katarzyny Michalak przeczytałaś i co cię do tego podkusiło.
Nie licząc analiz - jedną, Bezdomną, TO WSZYSTKO TWOJA WINA. Śmiałam się, płakałam, spamowałam, prawie umarłam, ale przynajmniej przez tydzień miałam co opowiadać znajomym :D
2. Ulubiony owoc. Odpowiedź uzasadnij.
Winogrona, bo są małe, słodkie i okrągłe jak cukierki, a nie tak trudne w obsłudze, jak np. liczi.
3. Najbardziej masochistyczna rzecz, jaką w życiu zrobiłaś.
^Bezdomna? Plus rozpętanie burzy dyskusji polityczno-społecznych w klasie. Niczego nie żałuję.
4. Jakie masz dowody na to, że Wokulski był gejem?
Miał uczucia, DUUUH.
5. Mieć czy być?
Lubię mieć różne nerdowe rzeczy, bo potem różne doroty cierpią na ich widok >:D
A co do bycia nie wiem, bo nie jestem, a chciałabym.
6. Największe marnotrawstwo pieniędzy.
Podręczniki do fizyki złożone z obrazków.
7. Ulubiony zespół muzyczny. Jeden jedyny.
No jak zespół, to Iron Maiden.
8. Demotywatory czy kwejk?
Spędziłam więcej życia na demotywatorach, kiedy jeszcze nie były takie denne, a ja byłam młoda. Do dzisiaj przypominają mi się randomowo różne mądrości życiowe tam przeczytane, głównie te o związkach i prawdziwej naturze kobiet :P
9. Co ma sens?
Przyjaźnie!
10. Biedronka czy Lewiatan?
Biedronka, bo Lewiatan to dla mnie mityczne miejsce, gdzie są kostki piernikowe po siedemdziesiąt groszy, a resztę wydają w lizakach, natomiast w Biedronce bywam co najmniej raz w tygodniu (zwykle po ciastka i/lub wódkę).
11. Kim jest Moszfajka?
Nie mam. Zielonego. Pojęcia.
Pytania od Ginny
1. Gdybyś miała zwierzątko biedronkę, to dokąd zabrałabyś ją na wakacje?
Do Włoch, robiłabym jej piękne zdjęcia na tle Santa Maria Del Fiore i wstawiała je na fejsa.
2. Jesteś Agentem T.A.R.C.Z.Y. a) rozwiń skrót tej organizacji, b) czy umrzesz po dotknięciu Obelisku/Divinera, czy przeżyjesz? Uzasadnij.
a) Trochę Arogancko Robimy, Chowając ZebrY aletotalniemyzasłużyliśmynanienajbardziej
b) Przeżyję z powodu milionów prac domowych, które pomogłam odrobić
3. Gdybyś dostała na Święto Przesilenia Zimowego milion dodatkowych godzin czasu, tylko dla ciebie (takiego kieszonkowego w sensie, na sen, albo nadrabianie seriali/książek/komiksów/pracy magisterskiej), wykorzystałabyś go za jednym razem, czy używała po trochu.
Po trochu, bo czasem nawet dwa dni to za dużo czasu, żeby je tak spędzić. Społecznym żółwiem się zrobiłam ostatnio.
4. Świat Dysku spoczywa na grzbiecie czterech słoni, które stoją na skorupie wielkiego żółwia światów, A’Tuina, a ty masz za zadanie stworzyć nowy cykl powieści rozgrywający się na Dysku właśnie. O czym i o kim byłby ten cykl?
A czego to jeszcze Pratchett nie napisał... Połowę rzeczy, z którymi się identyfikuję, uosabia Tiffany, a pozostałe Om. Ale chętnie przeczytałabym coś więcej o obywatelach np. Imperium Agatejskiego, bo mimo wszystko większość głównych postaci ŚD pochodzi z Ankh-Morpork/Lancre i przydałoby się trochę więcej zróżnicowania. Imaginuję takiego młodego ambitnego Agatejczyka, który jest bardzo zdeterminowany, żeby zostać na przykład charakteryzatorem. Albo socjologiem. Czymś dziwnym.
5. Który gif z Dziewiątym Doktorem jest najcudowniejszy (możecie wybrać więcej niż jeden)?
Trochę mainstream, ale to po tej kwestii się zakochałam w DW:
6. Który ze swoich organów wewnętrznych lubisz najbardziej?
Trzustkę. Ma ładną nazwę, pozwala jeść słodycze i mogę ją tłumaczyć studentom medycyny :P
7. Jak ma/miał/będzie mieć na imię twój smok (dinozaur?) i jakiego gatunku jest/był/będzie?
8. Jaką przetworzoną opowieść lubisz najbardziej (niekoniecznie jedną)?
Eeeee nie przychodzi mi do głowy nic poza Maleficent. Angelina <3
9. Kto wygrałby w pojedynku Doktor-Spock-Vetinari?
Doktor. Prawdopodobnie z użyciem mandarynki albo czegoś równie absurdalnego.
10. Gdybyś mogła wymyślić zwrotkę piosenki Tiary Przydziału, jakby ona brzmiała?
Opiewałaby wspaniałość wizji alternatywnego Hogwartu z mojego ulubionego ff.
11. Gdzie jest moja krówka?
Twoja krówka nie żyje, Rosjanie ją zjedli.
To by było na tyle. I żeby następnym razem nie było takiego odbijania piłeczki!
1. Ulubiona antropomorficzna personifikacja?
2. Pizza i serial czy piwo i planszówki?
3. Rolemodel z wybranego serialu.
4. Wolisz czarny humor czy gry słowne?
5. Ciastka?
6. Jaka jest twoja opinia na temat wykluczenia społecznego?
7. Jest jakiś komiks (webkomiks, seria), który byś mi polecił(a)?
8. Grasz kółkiem czy krzyżykiem?
9. Czy lubisz chociaż jednego polskiego twórcę publikującego na youtubie? Którego?
10. Jezioro czy morze? [zawsze mi się wydawało, że to dzieli ludzi prawie tak jak kawa/herbata]
11. Najbardziej badassowa postać mityczna?
Moje nominacje:
Nie jestem specjalnie kreatywna i oprócz blogowych gigantów polskiego światka czytuję głównie swoich znajomych, więc będzie się trochę powtarzało z zeszłego roku. Nominuję:
Eśkę, bo jeszcze nie zapomniałam tej wspaniałej frustracji po opublikowaniu tekstu na Potfforze.
Ginny, do absurdowego lub nie zrealizowania na Pamiętniku albo Dinozaurach.
Pondera, jeśli będzie mu się chciało cokolwiek opublikować na tym biednym Ponder Times.
Dorotę zaspamuję na asku, bo wiem, że tego chce (możesz podać dalej :P)
Dodatkowo z małymi szansami na odpowiedź:
Istotę dużomyślącą, bo jest chyba jedynym znanym mi blogiem, który się łapie pod zasady
(ale nie jestem pewna, czy autorka w ogóle jeszcze go prowadzi).
Olę z Doliny Kulturalnej, choć wyraźnie też ma przerwę w blogowaniu (to zrozumiałe, jesień, fuj)
oraz <werble>
Tris Moszfajkę, najbardziej tajemniczą osobę, jaką zdarzyło mi się poznać przez blogi.
No to dzięki za zaproszenie do zabawy i czekam na ewentualne dobrowolne odpowiedzi. Żółw!
EDIT, bo te złe ludzie nie przestrzegają zasad i dostałam dodatkowe nominacje od Eśki i Ginny.
Pytania od Eśki
1. Przyznaj się, ile książek Katarzyny Michalak przeczytałaś i co cię do tego podkusiło.
Nie licząc analiz - jedną, Bezdomną, TO WSZYSTKO TWOJA WINA. Śmiałam się, płakałam, spamowałam, prawie umarłam, ale przynajmniej przez tydzień miałam co opowiadać znajomym :D
2. Ulubiony owoc. Odpowiedź uzasadnij.
Winogrona, bo są małe, słodkie i okrągłe jak cukierki, a nie tak trudne w obsłudze, jak np. liczi.
3. Najbardziej masochistyczna rzecz, jaką w życiu zrobiłaś.
^Bezdomna? Plus rozpętanie burzy dyskusji polityczno-społecznych w klasie. Niczego nie żałuję.
4. Jakie masz dowody na to, że Wokulski był gejem?
Miał uczucia, DUUUH.
5. Mieć czy być?
Lubię mieć różne nerdowe rzeczy, bo potem różne doroty cierpią na ich widok >:D
A co do bycia nie wiem, bo nie jestem, a chciałabym.
![]() |
| Szydełkowy Groot > tożsamość |
Podręczniki do fizyki złożone z obrazków.
7. Ulubiony zespół muzyczny. Jeden jedyny.
No jak zespół, to Iron Maiden.
8. Demotywatory czy kwejk?
Spędziłam więcej życia na demotywatorach, kiedy jeszcze nie były takie denne, a ja byłam młoda. Do dzisiaj przypominają mi się randomowo różne mądrości życiowe tam przeczytane, głównie te o związkach i prawdziwej naturze kobiet :P
9. Co ma sens?
Przyjaźnie!
10. Biedronka czy Lewiatan?
Biedronka, bo Lewiatan to dla mnie mityczne miejsce, gdzie są kostki piernikowe po siedemdziesiąt groszy, a resztę wydają w lizakach, natomiast w Biedronce bywam co najmniej raz w tygodniu (zwykle po ciastka i/lub wódkę).
11. Kim jest Moszfajka?
Nie mam. Zielonego. Pojęcia.
Pytania od Ginny
1. Gdybyś miała zwierzątko biedronkę, to dokąd zabrałabyś ją na wakacje?
Do Włoch, robiłabym jej piękne zdjęcia na tle Santa Maria Del Fiore i wstawiała je na fejsa.
2. Jesteś Agentem T.A.R.C.Z.Y. a) rozwiń skrót tej organizacji, b) czy umrzesz po dotknięciu Obelisku/Divinera, czy przeżyjesz? Uzasadnij.
a) Trochę Arogancko Robimy, Chowając ZebrY aletotalniemyzasłużyliśmynanienajbardziej
b) Przeżyję z powodu milionów prac domowych, które pomogłam odrobić
3. Gdybyś dostała na Święto Przesilenia Zimowego milion dodatkowych godzin czasu, tylko dla ciebie (takiego kieszonkowego w sensie, na sen, albo nadrabianie seriali/książek/komiksów/pracy magisterskiej), wykorzystałabyś go za jednym razem, czy używała po trochu.
Po trochu, bo czasem nawet dwa dni to za dużo czasu, żeby je tak spędzić. Społecznym żółwiem się zrobiłam ostatnio.
4. Świat Dysku spoczywa na grzbiecie czterech słoni, które stoją na skorupie wielkiego żółwia światów, A’Tuina, a ty masz za zadanie stworzyć nowy cykl powieści rozgrywający się na Dysku właśnie. O czym i o kim byłby ten cykl?
A czego to jeszcze Pratchett nie napisał... Połowę rzeczy, z którymi się identyfikuję, uosabia Tiffany, a pozostałe Om. Ale chętnie przeczytałabym coś więcej o obywatelach np. Imperium Agatejskiego, bo mimo wszystko większość głównych postaci ŚD pochodzi z Ankh-Morpork/Lancre i przydałoby się trochę więcej zróżnicowania. Imaginuję takiego młodego ambitnego Agatejczyka, który jest bardzo zdeterminowany, żeby zostać na przykład charakteryzatorem. Albo socjologiem. Czymś dziwnym.
5. Który gif z Dziewiątym Doktorem jest najcudowniejszy (możecie wybrać więcej niż jeden)?
Trochę mainstream, ale to po tej kwestii się zakochałam w DW:
6. Który ze swoich organów wewnętrznych lubisz najbardziej?
Trzustkę. Ma ładną nazwę, pozwala jeść słodycze i mogę ją tłumaczyć studentom medycyny :P
7. Jak ma/miał/będzie mieć na imię twój smok (dinozaur?) i jakiego gatunku jest/był/będzie?
Jak się dorobię, to będzie to królewski kolconosy z uniwersum Świata Dysku o imieniu Turkuć. Taki o:
![]() |
| By Paul Kidby (mam to w książce, mogę piracić) |
Eeeee nie przychodzi mi do głowy nic poza Maleficent. Angelina <3
9. Kto wygrałby w pojedynku Doktor-Spock-Vetinari?
Doktor. Prawdopodobnie z użyciem mandarynki albo czegoś równie absurdalnego.
10. Gdybyś mogła wymyślić zwrotkę piosenki Tiary Przydziału, jakby ona brzmiała?
Opiewałaby wspaniałość wizji alternatywnego Hogwartu z mojego ulubionego ff.
11. Gdzie jest moja krówka?
Twoja krówka nie żyje, Rosjanie ją zjedli.
To by było na tyle. I żeby następnym razem nie było takiego odbijania piłeczki!
niedziela, 12 października 2014
Kiedy most pisze scenariusze
Mój most jest chory. I podstępny. W czasie dnia zachowuje się całkiem przyzwoicie, od czasu do czasu fundując mi jakiś odpał jak ten, dzisiejszy:
...ale generalnie jest grzeczny.
...ale generalnie jest grzeczny.
Za to w nocy bierze wszystko, co mi się zdarzyło w życiu/co obejrzałam/pomyślałam/wyobraziłam sobie/nawetniewiemskądtosięwzięło i miksuje w jaskrawą, popapraną papkę, zwaną też snami. Uwielbia przy tym drobne przejścia, na przykład zamianę basenu w plac zabaw, które sprawiają, że całość jest jeszcze bardziej surrealistyczna (i że mam ochotę poszukać interpretacji).
Bez dłuższych wstępów więc: post w odpowiedzi na pytanie zadane przez Ginny dawno temu, czy miewam dziwne sny.
Bez dłuższych wstępów więc: post w odpowiedzi na pytanie zadane przez Ginny dawno temu, czy miewam dziwne sny.
Raz śnił mi się maleńki czarny smok, który był ukryty w tajnej kieszonce w moim portfelu, a podczas latania zamieniał się w zdalnie sterowany helikopter. Żeby go powstrzymać od czynienia zła, piekłam z Ponderem ciastka.
Moim ulubionym snem pozostaje ten z rytuałami pogrzebowymi. Śniło mi się, że moja przyjaciółka miała narzeczonego, który zginął na wojnie i z jakiegoś powodu jedyne, co po nim zostało - skórzaną kurtkę - przysłano do mnie. Po odebraniu przesyłki z grobową miną poszłam do mieszkania drugiej przyjaciółki, gdzie mieszkała trzecia przyjaciółka. Podeszłam do stojącego pośrodku przedpokoju wózka sklepowego i ze skupieniem wytrząsnęłam z kurtki wszystkie oliwki.
Innym razem siedziałam nad jeziorem na pikniku ze znajomymi. W rozmowie padło słowo "matematyka", na co z drugiego końca jeziora odezwało się straszliwie głośne gęganie. Ktoś mi wyjaśnił, że mieszkają tam magiczne gęsi, które zawsze tak reagują na wzmiankę o matematyce. Wstałam więc i poszłam je zobaczyć. Szłam drogą dla pieszych nad brzegiem jeziora, a odrobinę wyżej była autostrada pełna pędzących samochodów. Nagle napotkałam przeszkodę na ścieżce - wzdłuż niej był rozstawiony długi stół, który ewidentnie był Ostatnią Wieczerzą - siedzący pośrodku długowłosy gość zawzięcie perorował. Lekko zdziwiona, ominęłam zbiorowisko, przechodząc wąskim trawnikiem między ścieżką a autostradą i wkrótce zbliżyłam się do gęsi. Okazało się jednak, że to wcale nie są gęsi, a ochroniarze w żółtych kamizelkach.
Najgorszy koszmar ostatniego dziesięciolecia wyglądał tak:
Poszłam z rodziną do tajnej karaimskiej biblioteki (zostaliśmy wpuszczeni za przepustkami). Mimo że było mnóstwo książek, większość była strasznie nudna, jakieś zakurzone wydania religijnych głupot, ale po zagłębieniu się w regały znalazłam dział z literaturą młodzieżową. Tam znalazłam - alleluja! - nieznaną mi jeszcze książkę Jacqueline Wilson [przestałam czytać jej książki jakieś trzy lata przed snem]. Byłam pewna, że mi jej nie pożyczą, więc schowałam ją pod bluzą, żeby ukraść. Ale przy wyjściu mnie złapali! Wylądowałam w więzieniu, strasznym, ciemnym i ponurym, a w mojej celi stała wyłącznie rozwalona kanapa z wystającymi sprężynami. I byłam taka głodna. Obudziłam się przerażona.
Poszłam z rodziną do tajnej karaimskiej biblioteki (zostaliśmy wpuszczeni za przepustkami). Mimo że było mnóstwo książek, większość była strasznie nudna, jakieś zakurzone wydania religijnych głupot, ale po zagłębieniu się w regały znalazłam dział z literaturą młodzieżową. Tam znalazłam - alleluja! - nieznaną mi jeszcze książkę Jacqueline Wilson [przestałam czytać jej książki jakieś trzy lata przed snem]. Byłam pewna, że mi jej nie pożyczą, więc schowałam ją pod bluzą, żeby ukraść. Ale przy wyjściu mnie złapali! Wylądowałam w więzieniu, strasznym, ciemnym i ponurym, a w mojej celi stała wyłącznie rozwalona kanapa z wystającymi sprężynami. I byłam taka głodna. Obudziłam się przerażona.
Miewam też całkiem niezłe sny okolicznościowe. Ostatnio miałam jeden o studniówce, w którym nie pasowało mnóstwo elementów (w tym wuefista, który wpadł do damskiej toalety w trakcie mojej rozmowy z koleżanką, zaczął polerować kafelki i z nami gawędzić), ale całość jest niezrozumiała, jeśli się nie jest mną. Za to opiszę wam sen, który miałam przed ślubem swojego brata (niestety, nie proroczy):
Ślub odbywał się pod wodą. Odpowiednio ubrani państwo młodzi z hełmami nurków na głowach pływali w miejscu przed kapłanem i składali przysięgi - panna młoda śpiewała operowym głosem, a pan młody rapował [mój brat w życiu nie zarapowałby ani słowa].
Chwilę później znalazłam się w odosobnionym (też podwodnym) pokoiku z Idrisem Elbą i koniem z Szału, którzy próbowali mi wytłumaczyć, że mam jakąś misję ocalenia świata.
Ślub odbywał się pod wodą. Odpowiednio ubrani państwo młodzi z hełmami nurków na głowach pływali w miejscu przed kapłanem i składali przysięgi - panna młoda śpiewała operowym głosem, a pan młody rapował [mój brat w życiu nie zarapowałby ani słowa].
Chwilę później znalazłam się w odosobnionym (też podwodnym) pokoiku z Idrisem Elbą i koniem z Szału, którzy próbowali mi wytłumaczyć, że mam jakąś misję ocalenia świata.
Ale najciekawsze są te sny, który były tak zryte, że nawet ich nie zapamiętuję. Na szczęście czasem od razu po pobudce opisuję je w wiadomościach do Pondera, przytaczam więc na deser trzy najlepsze, które dzisiaj znalazłam (pisownia i składnia oryginalna):
byłam w Stalowej Woli u Arsis i stamtąd miałam pojechać na ranczo do Rzeszowa
i potem pilotowałam samolot z twoją babcią jako
drugim pilotem i prawie się rozbiłam, bo ona zasnęła, zamiast nawigować.
a potem chyba wsiadłeś ze mną do tego samolotu i był jakiś wyścig albo
coś. a potem my dwoje przypięliśmy się linkami i spuszczaliśmy się z
takiej ogromnej skarpy.
a potem sceneria się zupełnie zmieniła, byłam nagle u siebie w domu i
miałam mieć lekcję chemii (bo z jakiegoś powodu lekcje chemii dla całej
klasy odbywały się w moim pokoiku). i powiedziałam coś niegrzecznego do
chemiczki, chyba o samolocie i jeszcze zwróciłam się per "ty" i była na
mnie strasznie wściekła. to ja się położyłam spać, ale nagle siedziała
obok mnie Olga i przypomniało mi się, że miała być lekcja, więc czemu ja
się kładę. potem ona oglądała moją tapetę na telefonie i było tam
zdjęcie mojej koleżanki z dzieciństwa, a potem nakrywałam do obiadu i w
pokoju siedziała chemiczka taka obrażona.
miałam jakiś totalnie dziwny sen
obejmował kłótnię rodzinną w twojej obecności, mrocznego superherosa, jego latający wehikuł (bo jego mieszkanie wychodziło na kanion), jego lodówkę z jakimiś napojami energetycznymi, conversy jako warunek konieczny wsiąścia do wehikułu oraz nielegalne zrywanie śliwek
...a może to były trzy sny
śnił mi się Robert Downey Jr., który odkrył X-menów i chciał być jednym, ale nie mógł, więc zrobił sobie mnóstwo implantów i mechanizmów. poszłam z nim przed lekcjami, żeby kupił sobie okulary, a nagle on jest po tych wszystkich operacjach i rozmawia z jakąś pielęgniarką i ona nazywa go Robertem, a on wyciąga stalową mackę i prawie ją za to zabija
i później jeszcze miałam wizję jak podrywa dziewczynę w barze, głaszcząc ją po podbródku podobną macką, tylko miękką
i później jeszcze miałam wizję jak podrywa dziewczynę w barze, głaszcząc ją po podbródku podobną macką, tylko miękką
A co wobec tego wszystkiego internet uważa, że powinnam zrobić?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























