poniedziałek, 18 sierpnia 2014

PASTAAAA!

Pojechałam sobie do Włoch.






Włochy są ładne. Polecam.

Ale nie będę was zarzucać zdjęciami miejsc, bo jak słusznie mówi Arsis, w necie jest mnóstwo ładniejszych i bardziej profesjonalnych fotografii. Zamiast tego prezentuję zdjęcia cudów i dziwów. Kawałków absurdu rozsianych wśród pięknych budynków (po co komu tyle ładnych wieżyczek wtf)


Na początek: tandeta. Nie widziałam tylu okropnych pamiątek w jednym miejscu, odkąd...
no, od poprzedniej wizyty we Włoszech :"D
Na zdjęciu pamiątki z Werony. One tak stały. Przysięgam.

(to było pocieszające, że więcej widywałam tam Franciszka niż JP2)

Dla kontrastu estetycznego: szklana ośmiorniczka, która podbiła moje serce. Nie było mnie stać.


Takie ładne rzeczy robią w Wenecji ze szkła. Za to w Ravennie składają kamyczki.
I tak powstał - spotkany na ulicy - epicki sparklący tęczowy mozaikowy rowerek!


Włosi miewają też świetne pomysły na wystawy. Nie mam niestety zdjęcia manekina kobiety owiniętego w kołdrę jak w suknię (sklep z pościelą), ale udało mi się uwiecznić:

obracającą się baletnicę z porcelaną z Werony



mindfuckową drewnianą-skórzaną torbę z Wenecji


i śliczną wystawę słodyczy w Genui.



Żeby nie było wam za dobrze, koszmarogenna disneyowska karuzela:


No spójrzcie tylko w oczy Simby.

Ale chodząc po ulicach, ogląda się nie tylko wystawy (i, rzecz jasna, zabytki), ale też mury.
Tyle dużo fajnych graffiti :3






Jeszcze z kreatywnych ozdób przestrzeni publicznej: urocze ławeczki w parku w... Turynie?



Choć nagrodę za najciekawsze ławki i tak wygrywa Bolonia, która pośrodku dziedzińca swojego ratusza postawiła salonik Flinstonów:


Ławki te są wyposażone w: kamienny nóż, kamienny croissant, kamienną popielniczkę i... WiFi.


Ale i tak najbardziej zabił mnie ogród ze sztuką nowoczesną w Portofino.





Toż to prawie jakbym znalazła się w Muzeum Absurdu z mojego opka :"D Kolorowe surykatki i nosorożce to dla mnie ważne symbole mojego osobistego absurdu, a tu nagle oba w jednym miejscu <3


A na deser miły akcent, który może być też podpisem - logo mediolańskiego sklepu.


sobota, 21 czerwca 2014

To jestem babochłopem czy nie?

Jestem sobie zosia. Przez mniej więcej całą podstawówkę i gimnazjum byłam stereotypową szarą myszką, nawet ubrania miałam szare. Z grubsza rzecz biorąc, nikt na mnie nie zwracał uwagi, jeśli nie potrzebował akurat pracy domowej. A potem przyszło liceum i wiele rzeczy się zmieniło.
Na co dzień wyglądam jak menel. Radośnie biegam po ulicy w brudnych glanach, workowatym płaszczu, szerokich spodniach i bezkształtnej czapie. I dobrze mi z tym. Czasem jednak coś mi odbija i wyciągam z szafy kolorową sukienkę i wkładam koturny. I też mi z tym dobrze.
Czasem jestem cała na czarno, innym razem wkładam żółte okulary przeciwsłoneczne, turkusowy szalik i fioletowe spodnie. Raz przychodzę do szkoły jako metalówa, kiedy indziej mam spódniczkę i baleriny. Dorobiłam sobie do tego ideologię, że w ten sposób nie daję się zaszufladkować, ale nikt poza mną na takie wyjaśnienie nie wpadł.
Lubię wyglądać dziwnie. Ostatnio zaczęłam nosić melonik, koleżanki z klasy orzekły, że jest okropny. Trudno. Mnie się podoba, a w pociągu na Pyrkon był rozchwytywany prawie tak jak śrubokręt soniczny.
A, no i nie umiem w makijaż. Mam naturalny antytalent i jeśli uda mi się pomalować rzęsy, uważam to za sukces. Nie jestem więc szczególnie dziewczęca z wyglądu.
W kontaktach z chłopakami też nie. Kiedy gadam z kolegami, nie zachowuję się inaczej/sztuczniej niż w rozmowie z przyjaciółkami. Nie chichoczę, nie macham rzęsami, nie zgrywam słabej i bezbronnej, bo nie czuję się taką. Wydurniam się, szturcham ich, robię sprośne żarty. Ba, prowadzę z nimi dyskusje polityczne. Czy to znaczy, że jestem babochłopem?
Nie wiem. Ale lubię z nimi gadać i oni ze mną (chyba) też, a to mi wystarcza.

Postanowiłam poszukać odpowiedzi na tytułowe pytanie głębiej, znaczy w internecie.
[OSTRZEŻENIE] poniższy akapit zawiera bardzo złe rzeczy. Osoby o słabych nerwach uprzejmie proszę, żeby nie klikały w szare linki, prowadzą one do tekstów największego buca w Pols...
znaczy tego, najpopularniejszego polskiego blogera.

Kominek uważa, że nie jestem kobietą.


Cytat z ideału kobiety. Zabawne, nawet gdybym nie nosiła glanów, według Kominka nadaję się tylko do odstrzału np. dlatego, że nie używam drogich perfum.
Na coś takiego znajduję tylko jedną odpowiedź: pierdol się, Kominek. Nie masz absolutnie żadnego prawa dyktować kobietom, jak powinny wyglądać. Ani próbować sprawić, żeby czuły się źle ze sobą. Ani mówić facetom, z jakimi dziewczynami nie powinni spać. Ani twierdzić, że zdrada jest ok. Ani snuć obrzydliwych teorii o przyjaźni. Ani... Zasadniczo, jeśli ktoś w polskim internecie powinien się powiesić, to właśnie ty, Tomeczku. Zrobiłeś już dość złego.
I feel really bad about wishing someone's death, but damn, I fucking hate this jerk

Sara z Jak cudownie być kobietą mówi wprost, że jestem babochłopem (a za bycie feministką to już w ogóle mnie potępia).
Sarze mogę tylko współczuć dziwnego systemu wartości i zazdrościć pewności siebie, że zdoła zmienić wszystkie kobiety w "damy" i że może poprzez bloga nauczyć czytelniczki, jak, na przykład, chodzić. Tak się nie stanie, Saro. Przykro mi.

Buzzfeed powiedział mi, że powinnam być facetem. Z drugiej strony, ten test na gender był dość głupi i oparty na stereotypach (podejrzewam, że taki wynik był powodowany wybraniem matematyki, a nie sztuki i koncertu zamiast zakupów). Ale to przypomina mi o jeszcze jednym teście, który myślał, że jestem chłopcem - USG. Kiedy moja mama po raz pierwszy w życiu poszła zbadać płeć dziecka, powiedzieli jej, że będzie miała trzeciego chłopca. Nawet wymyśliła dla niego imię. Emil. Miałam się urodzić jako Emilek Pilecki, bo bohaterze bajki z JużCzytam, który nazywał się Emilek Piłeczka :"D

Za to Kiciputek sądzi, że nieistotna jest opinia o tobie znanych blogerów czy znajomych, bo najważniejsza jest aprobata mopsa. Kiciputek jest bardzo mądra.

Co jeszcze może wpływać na postrzeganie mnie jako babochłopa? Moje poglądy.
Jestem feministką. Dla wielu ludzi oznacza to z automatu, że jestem lesbijką, nienawidzę mężczyzn, mam jakieś chore żądania i w ogóle to czemu nie mam krótkich włosów. (Fun fact: może bym ścięła, ale nie chcę pozwolić, żeby mój chłopak miał dłuższe). Feministka przecież równa się babochłopowi.


To nieprawda. Nie uważam kobiet za lepsze od mężczyzn, uważam je za równe. Uważam, że powinny mieć takie same szanse na rozwijanie się. Dlatego cieszę się, że są ludzie, którzy zwracają uwagę na gender. Ale nie ma żadnej ideologii gender. Nie ma szalonych genderystów, którzy chcą na siłę ubierać chłopców w sukienki i w przedszkolu wmawiać im, że każdy ma prawo zmienić płeć, jeśli ma ochotę. Są tylko ludzie, którzy mają dość niesprawiedliwego odrzucania kogoś ze względu na płeć. I to działa w obie strony. Nie ma zawodów męskich i damskich. Dziewczynka też może zostać strażakiem, a chłopiec krawcem.


Lubię mężczyzn, choć raczej jednostki niż ogół. W ogóle jestem przeciwniczką ogółu.
Nie lubię generalizowania. Nie lubię stwierdzeń typu "Wszyscy mężczyźni są tacy sami", "Pedały śmierdzą", "Adwokaci nie mają sumienia" (© Katarzyna Michalak), "Zajebać wszystkich lewaków". This is fucking bullshit. Jeśli ktoś użyje w dyskusji ze mną takiego zdania, uznam, że nie ma sensu z nim rozmawiać, skoro nie potrafi znaleźć lepszego argumentu. Albo podejmę próbę oświecenia i powiem, że przecież w każdej grupie są jednostki głupie i mądre, szalone i rozsądne. Nie można sądzić iluś tam dziesiątek tysięcy ludzi na podstawie ubranego w różowe pióra geja, który tak razi twoje oczy, albo jednej walniętej feministki, która zaczepia ludzi na ulicy. To jakbym ja powiedziała, że w minionej dekadzie udokumentowano w Polsce sto przypadków ojców, którzy gwałcili swoje córki, wobec czego każdy dzieciaty Polak po czterdziestce to pedofil. Bzdura? Bzdura. Tak samo jak to, co ludzie wygadują o transseksualistach i Żydach.

Popieram LGBTQIA. Wydaje mi się całkiem naturalne i oczywiste, że każdy powinien mieć prawo do bycia sobą, do miłości i wolności wyboru (np. tego, czy chce wejść w związek małżeński). Co do tego ma ten drobny szczegół, że kocha się osobę tej samej płci? I czy tak naprawdę trudno zrozumieć, że osoby transseksualne nie robią sobie operacji, bo mają taki kaprys, tylko dlatego, że są ze swoim ciałem głęboko nieszczęśliwe? I czemu małżeństwa osób jednej płci to taki problem? Przecież gdyby wszyscy geje byli tymi rozwiązłymi, obleśnymi, pedofilskimi gwałcicielami, jak niektórzy lubią ich opisywać, to nie chcieliby zawierać związków na całe życie?

Nie zrażajcie się tytułem, to bardzo ładna piosenka jest. A niektóre jej fragmenty są prawdziwe także w znacznie szerszym kontekście:

But if the world stopped spinning tomorrow, we can't keep running away from who we are

Niektórzy ludzie hejcą mnie za moje poglądy. Nie rozumiem. Co jest takiego fajnego w nienawiści, że przeciętny prawak nienawidzi nie tylko LGBT, Żydów, imigrantów, ateistów, Arabów, feministek, ale jeszcze nienawidzi wszystkich, którzy ich nie nienawidzą?
Tu pojawia się problem. Bo moi drodzy, inteligentni koledzy, z którymi tak dobrze mi się rozmawia, na deklarację liberalnych poglądów reagują alergicznie. Jeden w rozmowie o podziale obowiązków domowych przywołuje z tyłka wzięty argument, że w takich małżeństwach jest mniej seksu. Drugi mówi, że legalizacja małżeństw homoseksualnych zniszczy tradycyjny model rodziny (a trzeci dodaje, że to będzie bardzo złe dla podatków o.O). Czwarty mówi, że Korwin jest dobry, bo od dawna trzyma się swoich poglądów (ciula tam, że mówi rzeczy w stylu "pedofil jest lepszy od edukacji seksualnej"). Piąty twierdzi, że lewaków takich jak ja należałoby wysłać do obozu koncentracyjnego. Szósty pyta, czy jestem dżęderem i czy mam siusiaka (no ha, ha, pewnie nikt na to wcześniej nie wpadł). Tylko jeden Andrzej ma poczucie humoru i zarzuca mi, że ideologia gender propaguje antykoncepcję u gejów.
A ja słucham tego wszystkiego i tylko mi śmiech z klątwą się na usta cisną.
...
no dobra, nie tylko. Rozpętuję wielogodzinne i wieloosobowe dyskusje :V

A tytułowe pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
Nie odpowiada mi tradycyjna genderowa rola kobiety, choć czasem odnajduję się w sytuacjach stereotypowych, jak wzruszenie na filmie Disneya, zachwycanie się uroczym małym dzieckiem czy kupno kolejnej sukienki. Kijowy też ze mnie materiał na dobrą polską żonę, bo nie umiem gotować, średnio sobie radzę z utrzymaniem porządku i - DU DU DUUM - nie planuję sześciu bachorów. No i niespecjalnie mi się uśmiecha siedzenie cicho i robienie, co mi ojciec/mąż każe.
A jeśli ktoś rzuci we mnie argumentem o tradycyjnych wartościach rodzinnych (czy to w kontekście feminizmu, czy praw LGBT), to wyjaśnię mu dokładnie, jak doskonale sprawdzają się te piękne wartości w rodzinie mojej czy moich znajomych. Może dorzucę też statystyki na temat rozwodów i samotnych matek.
W kwestiach rodziny pozostając: tak, jestem też za in vitro i aborcją. Oba są kwestią osobistego wyboru, czy jest się gotowym na dziecko, czy nie. I są to decyzje bardzo indywidualne, bo czym innym jest ciąża wynikła z nocy w klubie, a czym innym ciąża z gwałtu. I nie, moje drogie państwo, to nie jest tak, że każda ciąża powinna być donoszona, że z powodu przyrostu naturalnego można skazać kobietę na dwadzieścia lat ciężkiej pracy nad dzieckiem, które codziennie będzie jej przypominało najgorszy, najbardziej traumatyczny moment jej życia - i które po paru latach spyta, gdzie jest jego tatuś.

Miało być o ciuchach, a zeszło na ważne rzeczy. To skończę jeszcze bardziej pretensjonalnie:
Nie staję się gorszą kobietą, kiedy ubieram się niekobieco. Nie staję się słabszym człowiekiem, kiedy ubieram się kobieco. Nie jestem mniej moralna, bo nie wierzę w Jezusa. Nie promuję rozpusty, walcząc o prawa LGBT. Nie jestem jebanym lewakiem, bo wierzę w równość. Nie jestem gorsza od białego heteroseksualnego katolika ani lepsza od czarnej biseksualistki.
Walczmy z dyskryminacją, ze stereotypami, z body shamingiem i bullyingiem. Żeby żyło się lepiej. Żeby jakiś arabsko wyglądający chłopiec nie lądował na przerwie w śmietniku, jak mój brat. Żeby otyła dziewczyna z klatki obok nie powiesiła się przez docinki kolegów. Żeby córka twojej kuzynki nie walczyła ze sobą przez dwadzieścia lat, czy powiedzieć matce, że jest lesbijką.

sobota, 7 czerwca 2014

Typowy Karaim

Dzień dobry. Dzisiaj będzie etnicznie.
Jak niektórzy z was mogą wiedzieć, jestem Karaimką.
[jeśli wiesz, kto zacz Karaim, możesz już przejść do obrazków]
Karaimi to mniejszość etniczna i religijna, tak bardzo nieliczna, że nazywana jest "najmniejszą mniejszością w Polsce". Generalnie ostatnimi laty część z pochodzeniem jest ważniejsza (bo też trudno chodzić co sobotę do kienesy, karaimskiej świątyni, skoro najbliższa jest w Wilnie), a i tak praktycznie jedyną celebracją tej odmienności jest wyjazd do Trok na coroczną szkołę języka karaimskiego (oznacza to w praktyce trochę nauki słówek, za to dużo: kibinów, pływania łódką po jeziorach i towarzystwa innych Karaimów).
O co chodzi?
Karaimi mają swoją religię (której prawie nikt nie wyznaje), język (którym prawie nikt nie mówi), kulturę, historię, tradycje, dużo genealogii, jakieś tam stroje i tańce, no i wspaniałą kuchnię.

Podobny obraz
Tradycyjne karaimskie danie - kibiny.

Skąd się wzięliśmy?
Bardzo w skrócie: początkowo Karaimów łączyła religia, opierająca się na założeniu, że każdy powinien sam czytać i interpretować Stary Testament i odrzuceniu innych świętych ksiąg,
z czasem zrobił się z tego narodek, potem Wielki Książę Litewski Witold stwierdził, że przydałoby mu się trochę ludzi nieprzekupionych przez okolicznych możnowładców, a że Karaimi potrafili do tego czytać i pisać, to sobie ściągnął z Krymu 600 rodzin karaimskich, osadził ich w Trokach, dał im polskie nazwiska, domy i ogródki (w których hodowali ogórki), a w zamian miał wierną gwardię. Wszystko było fajnie, ale w XX wieku działy się złe rzeczy i Karaimi się trochę rozpierzchli po świecie i aktualnie wymierają.
Ile nas jest?
W Polsce jest poniżej 200 osób pochodzenia karaimskiego, na Litwie trochę więcej, reszta świata (Rosja, Francja, Kanada i takie tam) też mało, raczej w dziesiątki niż w setki. I już teraz ogromna większość tej liczby to starzy ludzie, a widoków na powiększanie narodów nie ma - co bardzo złości niektóre starsze panie, no ale nie będziemy się przecież krzyżować jak bydło. Nie pomaga również fakt, że wszyscy Karaimi są mniej lub bardziej spokrewnieni. Tak że jak się patrzy na informacje o zgonach i narodzinach, to w ciągu roku jest średnio 15 zgonów i 3 narodziny
(i to dzieci, u których tylko jeden rodzic albo dziadek był Karaimem).
Co robimy, żeby tak całkiem o nas nie zapomnieli?
Kto ciekawy, to może sobie poczytać więcej tutaj: http://karaimi.org/
Pisałam kiedyś artykuł o "działalności polskiej młodzieżówki karaimskiej" :'D (poniżej 20 osób w "młodzieżowym" wieku), więc wiem: jeździmy na szkoły języka, pieczemy kibiny, robimy wystawy, piszemy do gazety, parę moich kuzynów ma nawet karaimski zespół z mnóstwem sukcesów. I opowiadamy, jak jest okazja, jak zapraszają do Berlina na konferencję o mniejszościach; jak każą zrobić prezentację o mniejszości etnicznej; jak ktoś spyta. Streszczałam powyższe informacje niezliczoną ilość razy, czasem nawet księżom uczącym w szkole. Reakcje są różne: z jakiegoś powodu każda osoba, która usłyszy nazwę narodowości, odczuwa bardzo silną potrzebę zażartowania na temat Karaibów. Raz jednak była odmiana - po tym, jak kolega wyraził swoje całkowicie bzdurne przekonanie, że jestem nacjonalistką, Agata wymyśliła piękne hasło "stop karaimizacji erłopy!"

A teraz, w ramach promowania karaimizmu, podjęłam się szlachetnej misji przerobienia tego całego kulturowego dziedzictwa na głupie obrazki z podpisami.
Pomysł mema powstał w głowie Eśki, teksty konkretnych obrazków wymyślałyśmy wspólnie podczas mojego pobytu w Bananku, leżąc na kanapach i wsuwając owoce w czekoladzie. Modelką do mema została ostatecznie lalka w tradycyjnym karaimskim stroju. Przywitajcie się.


Hope you'll enjoy ;)



















poniedziałek, 19 maja 2014

Bo tak bardzo pragnę miłości (jak m)

Agata podrzuciła mi dzisiaj link do wspaniałego konkursu Biedronki
I te ogórki w tle, jak mogłam się oprzeć?
Aby wygrać wymarzoną nagrodę, czyli występ w M jak Miłość, należało odpowiedzieć na proste pytanie: za co kochasz seriale? Niestety, poniosła mnie wena i rozpisałam się bardzo, a dopiero później ogarnęłam, że to miało być w SMSie. No cóż, nie będę się rujnować na kilkadziesiąt esemesów, więc łapcie moją odpowiedź chociaż tutaj ^^
...i blogger tego nie obsługuje, ale zwróćcie uwagę, że w pierwotnym zamyśle każde "Kocham seriale, bo" było Comic Sansem. Muahahaha!


Dlaczego kocham seriale?
Drogie jury oceniające zgłoszenia, jako że pojęcie "serial" jest szerokie, postanowiłam odpowiedzieć na wasze pytanie z użyciem kilku przykładów spośród moich ulubionych. Niestety nie są one polskie, ale część pochodzi z Wielkiej Brytanii, a wszyscy wiedzą, że ten kraj już prawie całkiem opanowali Polacy.
Kocham seriale, bo uczą mnie pożytecznych postaw życiowych. Np. współczesna adaptacja prozy Doyle'a pokazała mi, że nie należy okazywać uczuć, a bycie chamem i egoistą jest akceptowalne, jeśli jednocześnie jest się bystrym i ma się ładne kości policzkowe.
Z kolei najdłuższy serial sci-fi w historii dostarczył mi wielu godzin rozrywki (zawaliłam przez niego tylko parę semestrów) i zawdzięczam mu zdrowy paniczny lęk przed maskami gazowymi, kamiennymi aniołami, ludźmi przebranymi za św. Mikołajów, solniczkami oraz manekinami sklepowymi.
Kocham seriale, bo uczą mnie sprawiedliwości. Przykład pewnej postaci (z serialu, który został zupełnie nieuzasadnienie anulowany, wpędzając rzesze fanów w smutek), wpoił mi ważną zasadę, że możesz być uczciwym człowiekiem, który jest wierny przyjaciołom, nie ma sobie równych w swoim zawodzie, kocha swoją żonę i potrafi wyjść z każdych tarapatów, a i tak na końcu jakieś [za przeproszeniem] chuje cię [za przeproszeniem] zajebią.
Kocham seriale, bo dzięki nim wiem, jak funkcjonuje społeczeństwo. Na przykład taki brytyjsko-szkocki serial w ośmiu odcinkach, z kościołem w nazwie, przekazał mi lekcję na całe życie: nikomu nie wolno ufać, wszyscy ukrywają jakieś grzechy.
Kocham seriale, bo dostarczają mi wielu inspiracji i pomysłów na ciekawe życie. Na przykład wtedy, kiedy w pierwszym odcinku mini-serialu kryminalnego o poszukiwaniu komiksu była scena tortur na ludzkich oczach. Użycie soli i mielonej papryki już zrobiło na mnie wrażenie, ale wydłubywanie oka łyżeczką i późniejszy wygląd ofiary przekonały mnie, co chcę robić w życiu.
Kocham seriale, bo rozwijają we mnie poczucie humoru. Nic nie wpływa na dowcip tak dobrze, jak niezrozumiałe, makabryczne żarciki, jakie popełnia seryjny morderca i kanibal, podając gościom jedzenie zrobione z ich przyjaciół. Wybucham śmiechem za każdym razem!
Kocham seriale, bo pomagają mi oderwać się od rzeczywistości. Kiedy obowiązki szkolne dają mi w kość i nie mogę już słuchać głosu mojego ojca, włączam genialny serial osadzony w czasach średniowiecza, który natychmiast dostarcza mi dziennej dawki spisków, krwi, kazirodztwa, zbrodni politycznych, cycków, agresywnych zwierząt i ludzi, a czasem nawet ojcobójstwa. Siedzę wtedy przed ekranem i marzę, że sama kiedyś taka będę - zwłaszcza w kwestii ostatniego punktu.
Mam nadzieję, że szanowne jury doceni moje szczere wynurzenia i da mi szansę wystąpienia
w najlepszym polskim serialu. Miałabym tylko jedną drobną prośbę: mogłabym dostać nóż?

sobota, 3 maja 2014

Kwarki i neologizmy

Jak niektórzy z was mogą wiedzieć, od lat biorę udział w Zdolnych z Pomorza. Ten projekt dał mi wiele dobrego (np. glany, pluszowego dziobaka i mnóstwo ciastek zjedzonych na uniwersytecie), ale niestety wymaga też chodzenia na zajęcia z fizyki. Zazwyczaj jest fajnie, choć steżenie matfizowego humoru może zabić.

Tak, te glany stoją na gazetce Mennicy Papieskiej.
Możecie to uznać za mój komentarz nt. kandyzacji :P
Kilka tygodni temu zaczęliśmy przerabiać jakieś totalnie abstrakcyjne rzeczy, kwarki, cząstki utworzone z kwarków, kolory tych cząstek, ich dziwność... (najlepsza wartość fizyczna ever) Zadanie, które się działo na tablicy, podsumowałam (prawdziwie!) słowami:
Mieszasz π i proton, jaki wyjdzie kolor?

W pewnym momencie zaczęłam zapisywać nazwy typów cząstek: bozon, mezon, gluon itp. Uderzyło mnie, że słowa "John Watson" brzmią jak one. I "Pani Hudson" też. Później przypomniał mi się Eccleston. Później napisałam jeszcze parę słów. Wciągnęłam Piłata, inni się przyłączyli. W rezultacie zabazgraliśmy całą kartkę losowymi słowami, które przyszły nam do głowy i kończyły się na "-on", a nawet, o zgrozo, bawiliśmy się w słowotwórstwo.

 
Słowa, które powinny być nazwami cząstek:


Pluton przyszedł mi do głowy z powodu tumblrowego ruchu "Viva la Pluto! - klik i klik



Chciałabym też uhonorować naszego klasowego polonistę, Andrzeja, który spytany o słowo kończące się na "-on", bez namysłu wypalił: rododendron!

I jeszcze jedno: zapisałam na tej kartce kilkadziesiąt słów, ale nie przyszedł mi do głowy Pyrkon, na który wybierałam się w ciągu tygodnia. Na szczęście pomyślał o nim kolega z grupy, o którym nie miałam pojęcia, że też jedzie (a to nawet nie ten sam, co ma lądowanie TARDIS na dźwięk smsa). Nerdy są wśród nas <3

 Nazwy cząstek, które powinny być słowami:


Godny uwagi jest złon - cząstka zła. Prawa autorskie należą do Piłata, ale mnie poniosła fantazja i stworzyłam artystyczną interpretację (o dziwo nie w Paintcie ^^)




Natomiast słowo mileyjackson stanowi hołd oddany człowiekowi, który na pewnej imprezie był tak pijany, że powiedział "Miley Jackson" zamiast "Bob Marley".


I ostatnie już wyróżnienie w tej kategorii otrzymuje... fonetycznie zapisane hasło z Sherlocka.



poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Problemy bety

Pamiętacie problemy kujonki? Otóż jest jeszcze jedna kwestia: kujonka wie, jak prawidłowo język. Umie gramatykę, składnię, ortografię i takie tam bzdury, a nawet [drama button] INTERPUNKCJĘ.
W związku z tym przez lata byłam proszona o poprawianie wypracowań, listów, nawet smsów,
aż w końcu pewnego pięknego dnia Ginny spytała, czy nie chciałabym zbetować jej jednego tekstu. Jakieś dwa lata i kilkadziesiąt tekstów później mogę z dumą powiedzieć, że
http://blogowy-sznaucerek.blogspot.com/p/jestem-kokiem.html
Sznaucerka pokazała mi Eśka.
Zbetowałam dużo opowiadań, trochę wierszy, parę prac zaliczeniowych, mnóstwo postów na blogi. Współpracowałam z co najmniej czwórką młodych blogerów (czystym przypadkiem wszystkich znam osobiście :P). Na ukochanym Discworldzie, kiedy po latach marzenia o randze specjalnej wreszcie sobie na taką zasłużyłam, wybrałam "Uwaga Pisownia". Mam własnego taga na Panu Tygrysku i Pamiętniku Absurdalnym, a mój nick widnieje pod hasłem "Korekta" w obu edycjach absurdalnej gazetki Kill The Fez!


http://joom.ag/WtBX
Jeśli jeszcze nie czytaliście, koniecznie kliknijcie.
Drugi numer jest piękny i zawiera dużo żółwi!

Przez ten cały czas nazbierało się trochę anegdot i dziwnych cytatów. Aż w końcu Jeleń nie mógł już znieść mojego marudzenia o trudach bety i zaproponował mi stworzenie wspólnego posta.
Tak więc dzisiaj będzie komiks z rysunkami!!! (oczywiście tylko te ładne są jej)



#1 Ponder
Zosia: jak stulecie może być pełne ludzi?
Ponder: hm. no, a czego innego? bierzesz stulecie i w środku zawsze są jacyś ludzie. hm. khm.
Zosia: a właściwie dlaczego lata osiemdziesiąte to stulecie? o.O
Ponder:
eee...
tya.
właśnie dlatego potrzebowałem bety ^^


#2 Znajdź właściwy tekst
Najczęściej współpracuję jednak z Ginny, czy to przy jej własnych tekstach, czy przy KTF, które nigdy by bez niej nie powstało. Gin ma dość specyficzny sposób nazywania plików, wobec czego mój folder "Do bety" wygląda tak:


#3 Najczęstsza odpowiedź
Zosia: dlaczego to zdanie nie ma składni, trzy razy powtarza się w nim słowo "truskawka", a przecinki są z kosmosu?
Ginny:

 
 W razie gdyby aluzja nie była oczywista: klik

#4 Hardkor życia
Od czasu do czasu pomagam też Eśce. Betowałam jej opowiadanie inspirowane Katarzyną Michalak w bardzo ciężkich warunkach. Nie miałam komputera, więc siedziałam z telefonem w ręku, z otwartym podglądem posta i własnymi palcami kopiowałam kolejne zdania, przełączałam na Messengera, wklejałam i pisałam Eśce, po którym słowie powinien być przecinek. Męka. Wpiszę to sobie do CV :D



#5 Skróty myślowe
"nie podoba mi się pierwiastek, który ma miejsce w kawie"
#6 Poprawki
Nie tylko graficy muszą stawiać czoła dziwnym uwagom dotyczącym ich pracy.

Nie, wcale nie rozumiałam wtedy więcej niż wy teraz ^^


#7 Fantazja
Zdarza się, że dyskutujemy z Ginny bardzo długo nad nic nieznaczącą błahostką, na którą zwróciłam jej uwagę i koniec końców ja się poddaję. Według Jelenia wygląda to tak:


#8 Że jak?
Przeglądając stare beto-rozmowy, trafiłam na coś takiego:
Choć był wciąż przy mnie, z pyska zwisał mu bakłażan - już nie smok?
Nie bardzo wiem, jak powinnam się z tym czuć.


#9 Beta mode is never off
Kiedy raz zaczniesz betować, to się nigdy nie kończy. Wyłapujesz literówki w ulotkach, czepiasz się opisu tumblra koleżanki, dopisujesz ogonki na kartce ze sprawdzianem. Kończy się tak, że poprawiasz nawet to, co wydaje się idealne. Jeleń na moje osiemnaste urodziny stworzył dla mnie dizajnerską serię Pilecka Prototype. Powiesiłam sobie na ścianie metkę od przepięknej koszulki i pewnego dnia spojrzałam, wzięłam długopis i postawiłam kreseczkę:



#10 Akapit pełen matematyki
[Zosia i Ginny szukają synonimów do słowa "matematyka"]
Zosia: mam perfidną ochotę wciśnięcia ci jakiejś "królowej nauk", ale to chyba nie przejdzie na uczelni humanistycznej. *powściąga wewnętrznego matfiza*
Ginny: a dawaj!
Zosia: tak? to gdzie sobie życzysz?
Ginny: a gdzie zrobi największe wrażenie? może walniemy w połowie tak z niczego kapitalikami czcionką 50 KRÓLOWA NAUK - MATEMATYKA?


And so she did.

#11 Sprzeczka
Czasem w procesie betowania trafiamy na zagadnienie, co do którego nie możemy się zgodzić. Na przykład: jak powinno się pisać, "Nienajlepsza" czy "Nie najlepsza"? Wtedy potrzebujemy odwołać się w naszej poważnej dyskusji do wyższych autorytetów:



#12 Czajniczek
Borze, to była faza.



Zosia: teraz mamy "gotujący się wrzątek"... czy to nie pleonazm?
Ginny: wykreślamy gotujący się... i możemy wrócić do pierwszego gotującego :>
Zosia: może po prostu gotująca się woda? ^^
Ginny: nie. woda jest taka mainstreamowa.



#13 Proces twórczy
Poprosiłam Jelenia o narysowanie mojego wstępnego betowania (poprawiam wtedy tylko drobne błędy i szukam, do czego by się przyczepić).
W rezultacie powstało arcydzieło gifowe, które jednak trochę wyolbrzymia mój Weltschmerz ^^