poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Problemy bety

Pamiętacie problemy kujonki? Otóż jest jeszcze jedna kwestia: kujonka wie, jak prawidłowo język. Umie gramatykę, składnię, ortografię i takie tam bzdury, a nawet [drama button] INTERPUNKCJĘ.
W związku z tym przez lata byłam proszona o poprawianie wypracowań, listów, nawet smsów,
aż w końcu pewnego pięknego dnia Ginny spytała, czy nie chciałabym zbetować jej jednego tekstu. Jakieś dwa lata i kilkadziesiąt tekstów później mogę z dumą powiedzieć, że
http://blogowy-sznaucerek.blogspot.com/p/jestem-kokiem.html
Sznaucerka pokazała mi Eśka.
Zbetowałam dużo opowiadań, trochę wierszy, parę prac zaliczeniowych, mnóstwo postów na blogi. Współpracowałam z co najmniej czwórką młodych blogerów (czystym przypadkiem wszystkich znam osobiście :P). Na ukochanym Discworldzie, kiedy po latach marzenia o randze specjalnej wreszcie sobie na taką zasłużyłam, wybrałam "Uwaga Pisownia". Mam własnego taga na Panu Tygrysku i Pamiętniku Absurdalnym, a mój nick widnieje pod hasłem "Korekta" w obu edycjach absurdalnej gazetki Kill The Fez!


http://joom.ag/WtBX
Jeśli jeszcze nie czytaliście, koniecznie kliknijcie.
Drugi numer jest piękny i zawiera dużo żółwi!

Przez ten cały czas nazbierało się trochę anegdot i dziwnych cytatów. Aż w końcu Jeleń nie mógł już znieść mojego marudzenia o trudach bety i zaproponował mi stworzenie wspólnego posta.
Tak więc dzisiaj będzie komiks z rysunkami!!! (oczywiście tylko te ładne są jej)



#1 Ponder
Zosia: jak stulecie może być pełne ludzi?
Ponder: hm. no, a czego innego? bierzesz stulecie i w środku zawsze są jacyś ludzie. hm. khm.
Zosia: a właściwie dlaczego lata osiemdziesiąte to stulecie? o.O
Ponder:
eee...
tya.
właśnie dlatego potrzebowałem bety ^^


#2 Znajdź właściwy tekst
Najczęściej współpracuję jednak z Ginny, czy to przy jej własnych tekstach, czy przy KTF, które nigdy by bez niej nie powstało. Gin ma dość specyficzny sposób nazywania plików, wobec czego mój folder "Do bety" wygląda tak:


#3 Najczęstsza odpowiedź
Zosia: dlaczego to zdanie nie ma składni, trzy razy powtarza się w nim słowo "truskawka", a przecinki są z kosmosu?
Ginny:

 
 W razie gdyby aluzja nie była oczywista: klik

#4 Hardkor życia
Od czasu do czasu pomagam też Eśce. Betowałam jej opowiadanie inspirowane Katarzyną Michalak w bardzo ciężkich warunkach. Nie miałam komputera, więc siedziałam z telefonem w ręku, z otwartym podglądem posta i własnymi palcami kopiowałam kolejne zdania, przełączałam na Messengera, wklejałam i pisałam Eśce, po którym słowie powinien być przecinek. Męka. Wpiszę to sobie do CV :D



#5 Skróty myślowe
"nie podoba mi się pierwiastek, który ma miejsce w kawie"
#6 Poprawki
Nie tylko graficy muszą stawiać czoła dziwnym uwagom dotyczącym ich pracy.

Nie, wcale nie rozumiałam wtedy więcej niż wy teraz ^^


#7 Fantazja
Zdarza się, że dyskutujemy z Ginny bardzo długo nad nic nieznaczącą błahostką, na którą zwróciłam jej uwagę i koniec końców ja się poddaję. Według Jelenia wygląda to tak:


#8 Że jak?
Przeglądając stare beto-rozmowy, trafiłam na coś takiego:
Choć był wciąż przy mnie, z pyska zwisał mu bakłażan - już nie smok?
Nie bardzo wiem, jak powinnam się z tym czuć.


#9 Beta mode is never off
Kiedy raz zaczniesz betować, to się nigdy nie kończy. Wyłapujesz literówki w ulotkach, czepiasz się opisu tumblra koleżanki, dopisujesz ogonki na kartce ze sprawdzianem. Kończy się tak, że poprawiasz nawet to, co wydaje się idealne. Jeleń na moje osiemnaste urodziny stworzył dla mnie dizajnerską serię Pilecka Prototype. Powiesiłam sobie na ścianie metkę od przepięknej koszulki i pewnego dnia spojrzałam, wzięłam długopis i postawiłam kreseczkę:



#10 Akapit pełen matematyki
[Zosia i Ginny szukają synonimów do słowa "matematyka"]
Zosia: mam perfidną ochotę wciśnięcia ci jakiejś "królowej nauk", ale to chyba nie przejdzie na uczelni humanistycznej. *powściąga wewnętrznego matfiza*
Ginny: a dawaj!
Zosia: tak? to gdzie sobie życzysz?
Ginny: a gdzie zrobi największe wrażenie? może walniemy w połowie tak z niczego kapitalikami czcionką 50 KRÓLOWA NAUK - MATEMATYKA?


And so she did.

#11 Sprzeczka
Czasem w procesie betowania trafiamy na zagadnienie, co do którego nie możemy się zgodzić. Na przykład: jak powinno się pisać, "Nienajlepsza" czy "Nie najlepsza"? Wtedy potrzebujemy odwołać się w naszej poważnej dyskusji do wyższych autorytetów:



#12 Czajniczek
Borze, to była faza.



Zosia: teraz mamy "gotujący się wrzątek"... czy to nie pleonazm?
Ginny: wykreślamy gotujący się... i możemy wrócić do pierwszego gotującego :>
Zosia: może po prostu gotująca się woda? ^^
Ginny: nie. woda jest taka mainstreamowa.



#13 Proces twórczy
Poprosiłam Jelenia o narysowanie mojego wstępnego betowania (poprawiam wtedy tylko drobne błędy i szukam, do czego by się przyczepić).
W rezultacie powstało arcydzieło gifowe, które jednak trochę wyolbrzymia mój Weltschmerz ^^


 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Baloniki

Wszyscy znamy to radosne uczucie zabawy z balonikiem. Chyba, że ty nie znasz. Wtedy prawdopodobnie nie miałeś dzieciństwa. Khem. Balony od wieków dostarczają dzieciom i trochę starszym radości: absurdalnie wiele, jeśli wziąć pod uwagę, że to tylko kawałek gumy wypełniony powietrzem.
Pamiętam czasy, kiedy zawsze miałam w domu balon albo dwa, niektóre bardzo wymyślne, w kształcie lwa albo papugi. Pamiętam dziecięce dramaty, kiedy balonik z helem wyślizgnął się i utknął na suficie hali. Pamiętam turkusowy balon z deltą, który wyniosłam z dni otwartych mojego liceum i zawiozłam całą drogę do domu, gdzie dwa dni później zachwycił Arsis. Pamiętam niezliczone sytuacje, kiedy widziałam dzieci biegające z balonami i wstydziłam się podejść do rozdającego, bo mógłby powiedzieć mi, że jestem za stara. Pamiętam, jaka czułam się ważna, kiedy podczas przygotowań otrzęsin zarządzałam produkcją i rozwieszaniem balonów. Pamiętam balon-kaktusa, którym bił mnie po głowie świeżo upieczony 18-latek. Pamiętam balon w kształcie żółwia, którego nie kupiłam.

Jeśli kiedyś taki zobaczycie, koniecznie mi kupcie!

Krótko mówiąc, balony zawsze były dla mnie ważne. Przedstawiam wam historie kilku wyjątkowych balonowych obywateli, którzy zasługują na bycie zapamiętanymi.

  I. Dariusz

Spacerowałam nad Motławą z Arsis i Ponderem, kiedy on... Dosłownie sfrunął mi z nieba. Błękitny, w kształcie balonu, nie nazbyt napakowany, ale i nie kurdupel. Wydawał mi się idealny. Przygarnęłam go więc, nadałam mu nowe imię: Dariusz i postawiłam na równi z nami (czyt. niosłam na wysokości głowy). Dariusz spędził z nami dużo czasu, poszedł z nami na koncert skrzypcowy pod bramą i towarzyszył nam podczas spaceru pod Filharmonię. Tam siedzieliśmy pod grającym krzakiem, kradnąc darmowy internet itp. Dariusz podskakiwał wesoło, nie zwracał uwagi na żałosne ataki ze strony Pondera i wszystko było dobrze. Ale później... Później Arsis postanowiła zrobić mu tatuaż. Wyciągnęła cienkopis i narysowała na tyle głowy Dariusza żółwia. Potem uśmiechniętą buźkę z Sherlocka. Potem TARDIS. Potem jeszcze L z Death Note'a. Kolorowała właśnie to ostatnie, kiedy... BUM! Cienkopis przebił delikatną skórę Dariusza i dosłownie eksplodowała mu głowa.
Mój ból był ogromny. Pozbierałam kawałki z ziemi, zachowałam jeden na pamiątkę, reszcie urządziliśmy pogrzeb wojownika, rytualnie wrzucając je do rzeki.

Zwłoki Dariusza, które noszę w torebce jako amulet.
Od lewej: pęknięty L, TARDIS i żółw z twarzą z Sherlocka.

Od tych wydarzeń minęło sporo czasu, ale przedwcześnie utracony przyjaciel żyje w mej pamięci. Arsis... już dawno ci wybaczyłam, ale nigdy ci tego nie zapomnę.


II. Balunio

Historia gościnnie opowiedziana przez Acię, najdziwniejszą osobę, z jaką zdarzyło mi się rozmawiać. Wersja niecenzurowana.

Balunio narodził się 1 września 2013 roku. Właściwie to został kupiony w Tesco jako ozdoba na świętowanie powrotu - tej jak jej tam było - do Polski oraz na znak tego, że o niej nie zapomnieliśmy.
Balunio oraz jego bracia i siostry zostali zabrani przez nas do restauracji "Biesiada", gdzie Ponder starał się tknąć w nie tchnienie życia. Nie, tak dosłownie to je dmuchał. To był dzień gdy Balunio stracił swą niewinność.
Cała jego rodzina, z nim włącznie, wyglądali jak gumowe, napompowane kuleczki analne vel różdżka Dumbledore'a. To był powód, dla którego Ponder tak bardzo go pokochał.
Zabraliśmy Balunia, jego brata i siostrę na spacer. Siostrą opiekowałam się ja, była jakaś upośledzona, bo nienadmuchana do końca... I mean niedorozwinięta.
Podczas spaceru zaliczaliśmy wszystkie sklepy w poszukiwaniu Baileysa. Pół miasta przeszliśmy...
Balunio lubił wylatywać Ponderowi z rąk i bawić się na trawie. W pewnym momencie zrobił to po raz ostatni... Balunio radośnie poleciał na trawę i tam przez nieuwagę przewrócił się i nabił na ostrą krawędź trawy. To był ostatni raz gdy widzieliśmy go nadmuchanego i pełnego powietrza.
Uczciliśmy jego śmierć minutą śmiechu, a następnie zrobiliśmy cichy pochód pogrzebowy. Dobrze, nie taki cichy, nuciliśmy marsz imperialny z "Gwiezdnych Wojen".
Balunio spoczął w koszu na śmie... I mean trumnie. Tam widzieliśmy go po raz ostatni.

Ciekawostka: Jego brat został księdzem pedofilem.


III. Komunista

To było na mądrej konferencji w Berlinie. Spacerowaliśmy wielokulturową grupką po Alexanderplatz, kiedy zauważyliśmy poruszenie wokół czerwonych namiotów. Okazało się, że zbliżają się wybory parlamentarne i to zamieszanie jest częścią wielkiej kampanii promocyjnej komunistycznej partii Die Linke. Jednogłośnie i bezgłośnie stwierdziliśmy, że choć nie jesteśmy komunistami, chcemy baloniki. Wyłudziliśmy od miłego pana komunisty chyba z siedem identycznych balonów z helem. Jeden zabiliśmy na rzecz śmiesznego gadania (powiedziałam wtedy prawdopodobnie najsłodsze "Wassup", jakiego w życiu nie słyszeliście). Pozostałe obwiązaliśmy sobie wokół nadgarstków i wieźliśmy przez godzinę komunikacją miejską, jak na poważnych uczestników konferencji przystało.
Komunista wraz z otrzymanym tam pamiętniczkiem, w którym czasem piszą się posty
Tego wieczora bawiłam się z balonikiem w swoim pokoju, a następnego dnia rano zostawiłam go wiszącego pod sufitem. Kiedy wróciłam... Leżał na podłodze! Próbowałam go przywrócić do życia, ale już nigdy nie zaczął ponownie latać. Wkrótce konferencja się skończyła i z żalem musieliśmy się rozstać. Zostawiłam go na łóżku wraz z papierową torbą z supermarketu. Mam nadzieję, że obsługa się ucieszyła.


IV. Wędrowiec

Na ostatni dzień konferencji organizatorzy przygotowali niespodziankę - mnóstwo kolorowych balonów z helem, do których mieliśmy przywiązać swoje życzenia i wypuścić w świat.
Mnie trafił się pomarańczowy (osobiście ściągnęłam go z sufitu). Kiedy nadeszła chwila uwolnienia balonów, okazał się trefny - zamiast polecieć w górę, hipstersko odbił w bok i nisko poleciał za budynki. Smuteczek.
Odlatujące życzenia. Mój balon w samym centrum kompozycji.
Później zobaczyłam, jak niejaki Dan próbuje zabić różowy balon. Jako że był lamą, nie potrafił go rozwiązać. Zaoferowałam pomoc i podstępnie wypuściłam balon w powietrze. Cóż za wspaniałe uczucie, popsuć komuś zabawę! Ale to jeszcze nie koniec. Ktoś znalazł mój pomarańczowy balon - sprawdziłam, miał moją kartkę. Znowu zabawiłam się w złodzieja i przywłaszczyłam go sobie. Postanowiłam jednak dać Danowi zadośćuczynienie - oddałam mu swojego odzyskanego nielota, a on zużył go na hel. Jeszcze nigdy nie czułam się tak szlachetna.
PS Niektórzy napisali na balonach swoje maile - dostali później wiadomości o balonach znalezionych setki kilometrów od Berlina.


Lekcja życia na dziś: nigdy nie jesteś za stary na balony.

wtorek, 21 stycznia 2014

Zagadka życia

Zastanawia mnie od dłuższego czasu, dlaczego ludzie lubią identyfikować się ze zwierzętami. Czy to obsesyjnie je zbierać, czynić je swoim symbolem, przywoływać w każdej dyskusji, czy też poświęcać im cały swój czas wolny.
Że jestem żółwiem, to wszyscy wiecie. Ale jakby rozejrzeć się po moich znajomych... Arsis jest jeleniem, Ponder odkrył w sobie traszkę, Ginny ma swojego Pana Tygryska, Betty - ślimaki, Eśka twierdzi, że wychowały ją margaje. Z "realnych" przyjaźni: Ela jest koniarą, Halszka kociarą, a po szkolnych korytarzach grasuję w towarzystwie Rosomaka, Lamy i Wiewiórki.
Ale to jeszcze nic! Wchodzę do internetu, a tam się okazuje, że Matt Smith to pijana żyrafa, a Freeman i Cumberbatch...

I już nigdy nie będziesz oglądać Sherlocka bez skojarzeń.
Nasuwa mi się taki wniosek: wynika to z potrzeby posiadania dajmona, których niestety poskąpiło nam nasze uniwersum. Czyż nie byłoby cudownie mieć nieodłącznego zwierzęcego towarzysza, który myśli tak jak ty? Który ucieleśnia twoje cechy, pokazując wszem i wobec, że jesteś sprytny, powolny albo parzystokopytny?

<odchodzi, nucąc pod nosem: >
Wszyscyśmy z dzieł Pullmana, to tylko kwestia światła...

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Króliki

Króliki są złe. To wielka szkoda, że tak niewielu ludzi jest tego świadomych. Króliki knują. Chcą zabić wszystkich ludzi i przejąć władzę nad światem. Króliki są sprytne. Nie ujawniają się łatwo, udają, że są miłe, puszyste i kochane. Bzdura. Jeśli zajrzysz odpowiednio głęboko w oczy królika, dojrzysz żądzę mordu. I zginiesz. Ci nieliczni, którzy znają prawdę, dają ludzkości znaki. Czasem za cenę życia. Jeśli rozejrzysz się dookoła, zobaczysz wiele dowodów na zło królików. Zobaczysz w ogóle dużo królików, bo króliki szpiegują. Króliki są wszędzie.

DOWÓD NR 1 - Przerażające królicze kostiumy.



I najbardziej znany, z filmu "Donnie Darko". To ten film po raz pierwszy uświadomił mi, że należy się bać królików.


DOWÓD NR 2
Królicze łapki przynoszące szczęście. Noszenie ich na szyi jest doskonałym pomysłem: odstrasza króliki od ludzi, których mogą uznać za pogromcę gatunku. Też byśmy się przestraszyli kogoś z ludzką ręką na szyi, prawda?

DOWÓD NR 3 - Bunny suicides

 Każdy właściciel królika powinien pokazać to zwierzaczkowi.

DOWÓD NR 3 - Monty Python
Monty Python ma największe zasługi w uświadamianiu ludziom, że króliki to seryjni mordercy. Niezapomniana kreacja  Morderczego Królika była genialnym posunięciem, które odcisnęło piętno na popkulturze. "Monty Python i Święty Graal" po dziś dzień bawi i uczy.
W tym samym dziele pojawił się też drewniany królik trojański, symbol kłamstw, podstępu i agresji królików.

DOWÓD NR 4
Joe, bohater filmu "Królowie lata" pokazuje, jak należy obchodzić się z królikiem.


DOWÓD NR 5 - Koszulki
Kilkakrotnie widziałam na ulicy koszulkę z rysunkiem królika i podpisem "Mass killer"/"Mass murderer". Jak się okazuje, wzorów jest bardzo dużo:


Nawet Robin nosi koszulkę z królikiem!

 


DOWÓD NR 6 - Welcome to Night Vale
"Rabbits are NOT what they seem to be". Tymi słowami zaczyna się szósty odcinek genialnego podcastu, który, jak powszechnie wiadomo, zawiera wiele mądrości życiowych. Jak zwykle Cecil ma rację - w końcu gdzie mają się znać na nieprawdopodobnych śmiertelnych niebezpieczeństwach, jak nie w Night Vale.


 DOWÓD NR 7


DOWÓD NR 8 (NIE WPROST)
Nikt nigdy nie słyszał, żeby cała rodzina zginęła z łapek królika. Dlaczego? Ponieważ króliki są sprytne. Wybierają swoje ofiary starannie. Wyobraźcie sobie miłą, powiedzmy czteroosobową rodzinkę, która mieszka w lesie w odosobnionym domu. Coś jak Finlandia. Członkowie rodziny nie mają żadnych przyjaciół, czują się samotni, więc przy okazji zakupów w wielkim mieście nabywają sobie puchatego, słodkiego króliczka. Zwierzątko zdobywa ich zaufanie i jest tak grzeczne, że pewnej nocy zostawiają drzwiczki klatki otwarte. Nigdy więcej się nie obudzą. O morderstwie nikt się nie dowie, królik ucieknie, a populacja ludzka zostanie odrobinę zmniejszona. Tak, krok po kroku, króliki realizują swój plan wybicia ludzkości co do nogi.

Króliki naradzają się, kogo by zabić. Zwróćcie uwagę na krew dookoła.


DOWÓD NR 9 - How I Met Your Mother
W jednym z odcinków, "Rabbit or Duck", królik był uosobieniem rzeczy, które nienawidzimy. Doskonała teoria, moim skromnym zdaniem.




DOWÓD NR 9 i 3/4

Jest taki brytyjski sześcioodcinkowy serial, w którym główny zuoczyńca nosi pseudonim Mr. Rabbit. Nie powiem wam, jaki to serial, bo to byłby spoiler, ale Utopia jest super.

DOWÓD NR 10

Czy ja w ogóle muszę coś dodawać?

DOWÓD NR 11
Króliki są wszędzie. Są w filmach, są w domach, są w grach planszowych, są w pornopisemkach, są w bajkach (oczywiście, że żółw musiał zwyciężyć), są w powiedzeniach (mnożą się jak króliki, na nasze nieszczęście), są nawet w cholernej reklamie baterii!
Czyż nie przerażający?

Rozejrzycie się tylko dookoła, poszukajcie króliczych szpiegów u was w domu.
Pewnego razu siedziałam sobie spokojnie i czytałam książkę, kiedy coś mnie tknęło, żeby spojrzeć na biurko. Stał tam wielki zając z czekolady i obserwował mnie. Nie było go tam wcześniej!

DOWÓD NR 12
Królicza natura na jednym obrazku.

http://s419.photobucket.com/user/sharpie2319/library/?sort=3&page=1

DOWÓD NR 13
Króliki potrafią oszukać najlepszych.


Biedny Sherlock, jeszcze wie, że NIE MA nic bardziej zabójczego od królika... Jednak brak elementarnej wiedzy nie powinien nas dziwić z jego strony - w końcu nie wiedział nawet o teorii heliocentrycznej.


Dziesiąty był bardzo blisko odkrycia prawdy, ale w ostatniej chwili dał się zmylić pozorom.


DOWÓD NR 14
Zespół The Killers Rabbits
https://www.facebook.com/TheKillersRabbitsPage
Okładka ich pierwszego albumu. Śliczna, nie?

DOWÓD NR 15
Gra flashowa Attack of the Evil Bunny Empire

DOWÓD NR 16 - Indoktrynacja
Taka książeczka jest do kupienia w empiku. Nie dość, że kłamie dzieciom, że króliki są miłe i przyjazne, to jeszcze zachęca je do dotykania króliczego futra. Bardzo sprytne: za młodu wmówią im, że mogą spokojnie pogłaskać króliczka, to później łatwiej będzie odgryźć im rękę.



DOWÓD NR 17 - Night of the Lepus
Film, znany również jako Rabbits, opowiada o zmutowanych morderczych... tak, zgadliście, królikach!
Co za szkoda, że nikt o nim nie słyszał w Polsce... Czyżby nasza loża uszatych była aż tak silna?

There is a herd of killer rabbits headed this way and we desperately need your help!

DOWÓD NR 18
Neil Gaiman napisał opowiadanie o Doctorze. Ostatnie zdanie jego opisu brzmi:
Mam nadzieję, że Krewni od czasu do czasu będą was nachodzić w koszmarach. I że zaczniecie się bać, że człowiek z głową królika zapuka do waszych drzwi i spróbuje kupić wasz dom.




NIE DAJCIE SIĘ ZWIEŚĆ!

piątek, 29 listopada 2013

Jak należy czytać Carda

Przez wiele lat nazwisko "Orson Scott Card" mówiło mi tylko tyle, że to drugi oprócz Pratchetta słynny pisarz, którego tłumaczy Piotr W. Cholewa. A później odkryłam Sagę Endera, którą skończyłam dzisiaj. Refleksja moja była mniej więcej taka: Borze, uwielbiam Carda. Nawet jeśli jest mormońskim homofobicznym bucem, to uwielbiam jego książki.
Bo Card, proszę państwa, stworzył cykl doskonały w swojej cyklowości.

Gra Endera jest powieścią świetną, intrygującą, ale w zasadzie bardzo prostą. Autor miał oryginalny pomysł i napisał powieść o chłopcu, który zmienia losy świata. No i fajnie, można by to potraktować jako skończoną całość, albo nawet podarować sobie czytanie i pójść do kina na ekranizację *nerwowy śmiech*. Ale nie można! A to z powodu końcówki powieści, która zapowiada coś więcej, irytująco szuka głębi w tym, co się stało. I nie dowiecie się, po co to komu, dopóki nie przeczytacie kontynuacji.
Zwłaszcza ostatni rozdział może czytelnika zirytować, bo jest dosłownie pisany na kolanie: Card miał mało czasu do deadline'u, więc naskrobał szybko kawałek tekstu, który przygotuje mu grunt pod drugą część cyklu. Nie jest to w żadnym razie zakończenie, a dopiero początek wspaniałości i dlatego nie można poprzestać na Grze Endera.
Swoją wpadkę z ostatnim rozdziałem naprawił Card wiele lat później, dopisując prequel-sequel, powiedzmy: część 1 i 8/9. Zawarł w niej dokładnie to samo, tylko poszerzone do rozmiarów powieści, dzięki czemu zyskuje sens. Nazywa się to Ender na wygnaniu i stanowi pomost, który pomaga zrozumieć pierwszą część i przygotować się na drugą. Ponieważ przy okazji dobrze się to czyta, polecam taką kolejność.
Potem jest Mówca Umarłych, który mnie absolutnie zachwycił i powalił na kolana. Jest tam tyle wątków, tyle niesamowitych postaci i problemów, a wszystko upchnięte w jednej, niegrubej książce. Atmosfera jest gęsta jak rtęć, a plątanina wątków łapie cię w sieć jak w pajęczynę. Dopiero po przeczytaniu Mówcy Umarłych zaczynasz rozumieć, o co właściwie w tym wszystko chodzi.
Ksenocyd, część trzecia, ma wszystko to, co "Mówca", tylko pojawiają się nowe, tragicznie ciężkie problemy i wszystko jeszcze bardziej się komplikuje. Po raz pierwszy też akcja dzieje się równolegle na dwóch planetach, co powoduje poszerzenie perspektywy i zbliżenie do zupełnie nowej kultury.
Dzieci Umysłu są... piękne. Kontynuując fabułę i rozwój postaci z poprzednich części, Card szczególnie podkreśla relacje międzyludzkie (i nie tylko -ludzkie). Są do bólu prawdziwe, skomplikowane, niełatwe. Do tego dochodzi poetycka, niezwykła i zupełnie nieprawdopodobna wizja tego, czym jest świadomość i inteligencja.
Seria się kończy, a ja jestem w szoku, tęsknię za bohaterami i przeżywam kac książkowy.



Dlaczego więc to wszystko jest takie doskonałe? Bo każda część stanowi logiczną kontynuację wątków z poprzedniej, a jednocześnie dodaje coś nowego, czego nikt by się nie spodziewał. Uniwersum, tak prosto przedstawione w "Grze Endera", stopniowo rozrasta się, komplikuje, zmienia.
Także dlatego, że czytelnik znajdzie tu wszystko, czego może zapragnąć: obce kultury, obce rasy, obce technologie, miłość, religię (a nawet kilka), politykę, wojnę, nienawiść, tolerancję. Przy tym wszystko to tworzy sensowną strukturę, nic nie dzieje się bez przyczyny, wątki splatają się w całość, wszystko ma swoje konsekwencje i każda jednostka jest ważna.

Dlatego apeluję: doceńcie wysiłek autora i zróbcie sobie przyjemność, czytając całą serię.
Nie odkładajcie "Gry Endera" na półkę z poczuciem, że książka ta wam nic nie dała i nie warto czytać kontynuacji. Nie kaleczcie cykli. Nie zrobilibyście tego Tolkienowi, sięgnęliście po drugą część "Autostopem przez Galaktykę", nie wyobrażacie sobie znać tylko jednej części Narnii. Zapewniam, Card też na to zasługuje. "Gra" to tylko wstęp do pięknego, rozwiniętego uniwersum.

wtorek, 19 listopada 2013

Liebster Award

Psze państwa, okazuje się, że ja prowadzę bloga! Co więcej, ktoś go czyta i zachciało mu się nominować mnie do blogerskiego łańcuszka.



"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował."
Nie wiem, kto to wymyślał, ale doskonale wybrał liczbę pytań :3

Pytania od Pondera:

1. Pierwszy "dorosły" zespół lub wykonawca muzyczny, którego słuchanie pamiętasz.
Grzegorz Turnau. Pamiętam, jak mama pierwszy raz mi go puściła (miałam jakieś siedem lat), a ja pomyślałam coś w stylu "Ale ten pan ma śmieszne nazwisko, prawie jak Tornado".
2. Gdybyś mogła wybrać sobie jeden talent, jakiego nie posiadasz, do czego chciałabyś mieć smykałkę?
Taki wybór... Chciałabym... śpiewać? rysować? latać? Chyba najbardziej chciałabym mieć talent do gry na klawiszach. Lubię grać na keyboardzie, ale tak strasznie nie potrafię.
3. Dokonaj swobodnej autoanalizy psychologicznej na podstawie ulubionego koloru i tego, jak wygląda twój breloczek do kluczy.
Całkiem proste. Mój ulubiony kolor to fioletowy, co, według Ślimaka, oznacza osobę z zaburzeniami osobowości. Rozumiem to tak, że choć jestem człowiekiem, wydaje mi się, że jestem żółwiem. A może na odwrót...? Jeśli chodzi o to, co dynda przy moich kluczach na czarnej smyczy z Pyrkonu... Mój brelok to miniaturka TARDIS. Oryginalna, z napisem "© BBC 1963".
Jestem więc znerdziałym, lekko obłąkanym żółwiem. Wszystko się zgadza.
4. Gatunek muzyczny, którego nie możesz znieść.
Polski rap. Próbowałam kilka razy, ale 'głębia' tekstu do mnie nie przemawia, a 'oprawa muzyczna' przeszkadza mi w odbiorze. Nie umiem tego słuchać.
*to są pół-cudzysłowy, ponieważ nie jestem pewna, czy piszę to sarkastycznie, czy nie.
5. Film, którego prawie wszyscy twoi znajomi nienawidzą, a ty go lubisz.
Yyy... Moi znajomi są zgrają dziwnych ludzi, którzy są tak różni, jak się da i w większości się nie znają. Chyba nie ma filmu nienawidzonego przez nich wszystkich.
6. Ostatnio przeczytana książka i wrażenia z niej.
"Ksenocyd" Orsona Scotta Carda. Trzecia część "Gry Endera" jest chyba jeszcze lepsza od drugiej, obie za to biją na głowę pierwszą. "Mówca Umarłych" i "Ksenocyd" są tak wciągające i cudownie zagmatwane, że będę polecać kontynuacje cyklu każdemu, kto się nawinie. Po prostu nie powinno się kończyć na "Grze Endera".
7. Czy lubisz jeże?
Oczywiście, że lubię jeże. To bardzo urocze stworzenia i zaskakująco stoickie. Pewnego wieczoru szłam sobie ulicą i napotkałam jeża. Ten, nic sobie nie robiąc z obecności człowieka, siedział rozkosznie pośrodku chodnika. Zaczynałam się martwić, że umarł, kiedy obrócił głową w prawo, w lewo i... siedział dalej.
8. Jakiego zmarłego sławnego artystę chciałabyś zobaczyć na żywo, gdybyś miała taką możliwość?
Myślę, że Kaczmarskiego. Choć był bucem kompletnym ponoć nawet na scenie, to wiele bym dała, żeby posłuchać jego koncertu.
9. Gdybyś miała do wyboru zrezygnować do końca życia z czekolady albo z całego nabiału z wyjątkiem tego w czekoladzie zawartego, co byś wybrała?
Każesz mi wybierać między serem a czekoladą?! Szczyt podłości! Chyba zrezygnowałabym z czekolady. Tyle wspaniałych serów. Jogurtów. Płatków z mlekiem. Koktajli. Kawy. Lodów! Choć czekolada wiele dla mnie znaczy, nie jest warta aż tyle.
10. Czy jeż z czekolady jest dalej jeżem, czy już czekoladą?
Jeż z czekolady nie istnieje. Został zjedzony w ciągu pół sekundy od początku istnienia, by uchronić świat przed eksplozją słodkości.
11. Jaka jest prędkość afrykańskiej jaskółki bez obciążenia?
Zależy od sił oporu.

Pytania od Ginny:

1. Czy żyrafy są prawdziwe?
Tylko niektóre. Łatwo można ulec złudzeniu, że widzisz żyrafę, ale kiedy podejdziesz bliżej, okazuje się, że to tylko nadmuchany balon albo tekturowa podróbka żyrafy. Jeśli jednak zobaczysz wysokie stworzenie, które płonie i z którego wystają szuflady, możesz być pewien:
to jest prawdziwa żyrafa.
2. Dziwne sny? Opowiedz.
O, kochana. Długo by opowiadać. Chyba napiszę o tym niedługo posta. Na razie powiem tylko tyle, że oliwki, gęsi i podwodny rap.
3. Czy masz jakieś nietypowe uczucie, tylko dla ciebie?
To uczucie, kiedy dzień, który zapowiadał się cholernie ciężko, nagle staje się piękny, bo glany depczą kałuże, a chmury są dziś niesamowite.
4. Jaką polską piosenkę podejrzewasz o bycie piosenką o Doktorze?
Nie znam dużo polskich piosenek, ale myślę, że "Wehikuł czasu" może być zakamuflowaną wiadomością do Doktora. Taka prośba o przybycie, która tkwi w duszy każdego z nas.
5. Hannibal, czy Vimes?
Vimes. Cudownie rozumie życie i ulice, a Hannibala nienawidzę z całego serca.
6. Dlaczego pomarańczowy kocyk posiada tak wielką moc?
Ponieważ szyje się go ze specjalnie dobranych pomarańczowych nici. Selekcja jest powolna i pracochłonna: każdą nić kładzie się na szarym materiale i jeśli moc pomarańczu jest na tyle silna, że materiał wygląda weselej i pomarańczowiej, taka nić zostanie użyta.
7. Jaka była najdłuższa książka, którą przeczytałeś/aś z własnej woli i do tego z przyjemnością?
Trudno mi stwierdzić. Możliwe, że "Potop". Albo "Shantaram". Jednak za moje największe osiągnięcie czytelnicze uważam przeczytanie "13 i 1/2 życia Kapitana Niebieskiego Misia" Moersa. Ta książka nawet tytuł ma długi, a jest opasłą 700-stronicową cegłą rozmiaru A4. Przeczytałam w jeden dzień.
8. Ciemność czy światło?
Zawsze ciemność. Przecież ciasteczka.
9. Różowe okulary, czy kolorowy umysł?
Kolorowy umysł. Kolorowe umysły tworzą obłąkane, kolorowe obrazy, a optymiści są irytujący. Choć różowe lennonki są całkiem spoko.
10. Superwholock?
Taak! Co prawda Supernaturala porządnie nie oglądam, więc jestem fandomową pozerką, ale i tak uwielbiam.
11. Czy nie sądzisz, że jeden mózg to za mało?
Chciałabym mieć chociaż jeden... Mój most robi co może, ale czasem jest przeciążony i trochę się ugina. Ma ktoś trochę zaprawy na zbyciu?

Pytania od Eśki: 
No i stało się, moje pytania spowodowały chęć zemsty i podłe odbicie nominacji. Ponieważ nie chcę być obwołana tchórzem, odpowiadam na eśkowe pytania.

1. Ulubiony komiks i jakiś krótki opis, dlaczego akurat ten, a nie inny.
Tu mnie masz. Znam cholernie mało komiksów, przynajmniej tych wydrukowanych. Podam więc najlepszy i najbardziej sfabulizowany webkomiks, jaki znam: Barwy Biedy. Kreska Kiciputka doskonale pasuje zarówno do ponurości i szarości tematyki komiksu, jak i dziwacznego poczucia humoru Ślimaka (miny i oczęta, jakie robią bohaterowie, to jakby graficzne przedstawienie absurdalnego humoru). Autorki marudzą, że jako papierowy komiks by się nie sprawdził przez różny rozmiar kadrów, ale jestem pewna, że gdyby udało się to wydać, świetnie by się czytało. Także pod względem fabuły, która jest na tyle wciągająca, że z niecierpliwością czeka się na następną sobotę.
2.  Ulubiona animacja pełnometrażowa (chciałam napisać Disneya, ale nie zawężajmy się) i również krótki opis.
Uwielbiam większość filmów Disneya, pierwszy, jaki przychodzi mi na myśl jako ulubiony, to "Księżniczka i Żaba". Ale może dlatego, że inne były dawno. Bardzo lubię też "Mulan" i, oczywiście, "Króla Lwa".
Jako że nie mogę się zdecydować na jednego disneya, podam co innego: "Ruchomy Zamek Hauru". Miyazaki jest wspaniały. Widziałam kilkanaście jego filmów, a "Zamek" jako pierwszy i był dla mnie kompletnym olśnieniem. Baśniowy, ale nie bajka, absurdalny, ale spójny, przepiękny graficznie i poruszający. Perełka.
3. Opisz swoją relację ze Stevenem Moffatem.
Steven Moffat nie ma pojęcia o moim istnieniu, a jednak potrafi zadać mi wiele cierpienia. Albo spowodować u mnie spontaniczne wybuchy radości. Pozostaję jednak dla niego tylko kolejną ucieszoną lub wykrzywioną z wściekłości twarzą w tłumie fanów BBC.
Jeśli chodzi o mnie, czasem nie czuję do niego nic. Czasem, kiedy przeczytam o jego kolejnym trollingu, czuję uznanie. Zawsze czuję szacunek dla świetnej scenariuszopisarskiej roboty.
Niemal przy każdej kwestii napisanej przez niego czuję uwielbienie dla jego zdolności i poczucia humoru.
Niemal przy każdym zwrocie fabuły czuję do niego nienawiść. Na szczęście uczucia te mają różne punkty przyłożenia, więc się nie równoważą.
4. Ulubiony szalony naukowiec popkultury.
...Mark Selvig. Właśnie wróciłam z drugiego seansu "Thor. Mroczny świat" i nic innego nie przychodzi mi do głowy.
 5. Dlaczego życie jest ogórkiem?
Z ziemi powstałeś i w ziemi wylądujesz. Z wiekiem tyjesz i kiedy najmniej się tego spodziewasz, zostajesz wyrwany ze wszystkiego, co dotąd znałeś. Od tej pory możesz spodziewać się wszystkiego: podróży, okaleczeń, długich okresów bezczynności, gwałtownej śmierci. W zasadzie egzystencja sprowadza się do powolnego gnicia i strachu przed śmiercią.
Życie jest krótsze, niż się wydaje. W każdej sytuacji jesteś zielony. Pod grubą skórą codziennych problemów życie kryje delikatny miąższ drobnych przyjemności. Kiedy zaś zrzucisz skórę obowiązków i zmartwień, to dobrze robi na oczy. Czasem trzeba dokonać radykalnych zmian, niekiedy długofalowych, jak np. kiszenie, żeby odkryć nowy smak życia.
 6. Który wykonawca muzyczny jest bogiem najbardziej?
Nie powinno zadawać się takich pytań. Myślę, że z wykonawców nie-solowych Mark Knopfler. Prawdopodobnie zmienię zdanie siedem razy w ciągu najbliższej minuty.
7. Gruz - zdefiniuj pojęcie.
Gruz to kawałki czyjegoś rozwalonego życia, które obserwujesz uważnie, próbujesz pomóc poskładać je do kupy i potajemnie cieszysz się, że w porównaniu z tym to w sumie nie masz tak źle. Gruz symbolizuje utracone nadzieje, bezpowrotnie zniszczone psychiki, piękno patologii i skutki dobrych chęci. Gruz to zachwycająca brzydota, powalająca na kolana przenikliwością jej pesymistycznego spojrzenia na świat.
8. Ulubione medium kulturowe i dlaczego tak, a nie inaczej.
Książka. Choć ostatnio haniebnie zaniedbuję czytanie na rzecz życia, ogórków i seriali, pozostaję wierna przekonaniu, że to właśnie literatura daje najwięcej. I sprawia mi najwięcej przyjemności. Jest coś magicznego w wyobrażaniu sobie bohaterów na swój własny sposób, w przeplataniu się wątków dobrej powieści, w zagłębianiu się w fikcyjny świat, który jest przecież tylko czarnymi literkami. Między innymi z powodu ograniczonych środków wyrazu książkę cenię najbardziej: autor ma tylko własny intelekt i słowa, żeby przedstawić to, w co przy produkcji filmu zaangażowane jest mnóstwo osób. I często wychodzi mu to równie dobrze albo nawet lepiej.
9. Rozbijasz się na bezludnej wyspie. Którego aktora/aktorkę bierzesz ze sobą?
Skoro już się rozbiłam, to chyba nie mam możliwości wyboru. A jeśli biorę zanim się rozbiję, to co, planuję się rozbić? Sprytna ja. Cumberbatcha, oczywiście. Mógłby utrzymać mnie przy życiu samym brzmieniem swojego głosu, recytując chociażby listy zakupów. Wyobraźcie sobie, jak mówi "Three jars of peperroni peppers" głosem psychopatycznego mordercy.
10. Czy byłaś kiedyś nobem?Tak, byłam. Podobno ciągle jestem. Oczywiście, jeśli przyjąć za definicję osobę, która nie potrafi posługiwać się komputerem ani internetem. Ledwo opanowałam logowanie się na maila.
Czy byłam kiedyś "osobą reprezentującą sobą cechy negatywne lub zachowującą się w sposób niewłaściwy w rozumieniu społeczności internautów lub graczy komputerowych"? Nie sądzę. Jeśli tak, to przepraszam.
11. Myślenie - bilans strat i zysków.
 Straty:
- dziesiątki godzin spędzone na rozważaniu w kółko tego samego problemu
- resztki zdrowej psychiki
- optymizm
- dystans do życia
- nadzieja na lepszą przyszłość

Zyski:
- od czasu do czasu kulka weny wystarczająca na uncję tekstu
- inspirujące sentencje, takie jak "Gdyby wszystko, co śmierdziało, było kozą, świat byłby pełen kóz."
- wnikliwa psychoanaliza samej siebie (czasem skutkuje stratą szacunku do siebie)
- świadomość, jak ważni są dla mnie niektórzy ludzie i ile im zawdzięczam
- fascynujące wizje; część z nich obejmuje brutalne morderstwa
- możliwość rozmowy na poziomie z inteligentnymi ludźmi

Pytania ode mnie

1. Czy uważasz, że kaktusy zasługują na przytulanie?
2. Znasz film "Amelia"? Oczywiście, że tak. Jeśli to ciebie mieliby scenarzyści podsumować w kilku zdaniach o twoich dziwactwach, co by się tam znalazło?
3. Opisz najbardziej absurdalnego żółwia, jakiego zdołasz sobie wyobrazić.
4. Masz do wyboru: okulary korekcyjne, papierowe czerwono-niebieskie okulary do 3D, profesjonalne i szpanerskie okulary do 3D, lennonki, soczewki i hipsterskie bryle w rogowej oprawce. Co założysz?
5. Tak uczciwie: po czym oceniasz nowo poznanego człowieka?
6. Co sądzisz o sztuce współczesnej?
7. Ulubiony rodzaj sera? Ewentualnie ulubiony owoc.
8. Dostajesz próbkę oktarynowej farby, możesz nią pomalować jeden przedmiot w swoim pokoju. Co to będzie?
9. Lubisz tańczyć makarenę?
10. Jakiego hobby w życiu nie chciał(a)byś spróbować?
11. Opisz swoje uczucia do Brytyjczyków na podstawie wybranego wytworu kultury.

Lista nominowanych

Mało, bo mało znam. I niekoniecznie mniej znane od mojego bloga, bo prawie takich nie ma.

Skeczbuk - masz, cierp, Arsis.
Trampacze - bo chciałabym częściej widzieć tam nowe posty
Potffora - zawsze ciekawi mnie, co Eśka ma do powiedzenia
Pan Tygrysek - bo Pamiętnika Absurdalnego nie mogę ]:->
Dolina Kulturalna - w ramach pokuty za wywołanie lawiny
221B Baker Street - bo lubię, o.


To tyle. Dzięki za wciągnięcie mnie w akcję, it was fun :D

poniedziałek, 14 października 2013

Czy origami to morderstwo?

Drzewa żyją, to oczywiste. Ale co dzieje się z nimi potem?
Przez całe pierwsze życie, kiedy zwierzęta i ludzie biegają dookoła, hałasują, jedzą, walczą itd, drzewa pędzą spokojny, ustabilizowany żywot obserwatora, oszczędzając siły. Kiedy więc nadchodzi ten dzień, nie umierają definitywnie. Zapasy energii życiowej zgromadzonej przez lata, kiedy główną aktywnością było szumienie liśćmi, zużywają teraz na zachowanie świadomości. Drugie życie może przynieść przygody, podróże, odpowiedzialne funkcje, przywiązanie ludzi albo też upokorzenie, hańbę i tortury. Zależy to od karmy drzewa.
Jeśli drzewo jest solidnym drzewem z szerokimi gałęziami, po których doskonale się wspina; jeśli rodzi kolorowe kwiaty i zdrowe owoce, a jesienią ma najbardziej kolorowe liście w okolicy; jeśli w jego pniu są dziuple wystarczająco duże, by mogły w nich mieszkać zwierzęta albo nawet tak wielkie, że mogą do nich wejść ludzkie dzieci; jeśli jego liście tworzą baldachim, przez który nie przechodzi deszcz i na którym słońce migocze w sposób niemożliwy do opisania... Los będzie dla niego łaskawy.
Złe drzewa to takie, których gałęzie wyglądają solidnie, ale łamią się pod człowiekiem; których wąskie i gładkie pnie nie dają schronienia ani możliwości wspinaczki; które atakują ludzi, zrzucając na nich żołędzie lub szyszki; które rosną pośrodku toru saneczkowego; które mimo, że nie jest szerokie, zasłaniają mnóstwo okien bloku... będą ukarane.

Są drzewa, które nigdy nie zostaną odcięte od korzeni.
To najlepsze, najszlachetniejsze z nich, które są tak mądre i pełne spokoju, że życie drzewa jest dla nich idealne i nie pragną zaznać przygód drugiego życia. Sama natura zauważy to, uszanuje ich wolę i sprawi, że wyrosną tak wysokie, tak szerokie, tak stare czy w inny sposób wyjątkowe, że ludzie pozostawiają je w spokoju, nazwą pomnikiem przyrody i będą podziwiać przez następne stulecia. Będą sobą na zawsze.
To także drzewa, które są tak złe i złośliwe, że drugie życie nie będzie im dane. Natura wymierzy im karę, celując w nie piorunem, pozwalając im być zjedzonym przez korniki lub uschnąć tam, gdzie nikt ich nie znajdzie.

Wszystkie pozostałe, zwykłe szare prawie-śmiertelniki, zostaną ścięte przez człowieka i wykorzystane w sposób, który albo je honoruje, albo poniża.
Z drewna można zrobić mnóstwo rzeczy. Dobre drzewo zostanie szufladą, gdzie przechowywane będą ludzkie wspomnienia i sekrety. Ze złego powstanie ławka szkolna, która cierpieć będzie tortury aż po kres swych dni. Jeśli drzewo było dobre, może przerobią je na pięknie rzeźbiony zestaw figur szachowych albo ukochaną skrzynkę na narzędzia. Złe drzewo zostanie oparciem niewygodnego krzesła albo partią kijów do miotły.

Możliwości wykorzystania drewna jest wiele, ale najciekawszy jest papier.
Z dobrego drzewa powstanie coś wyjątkowego: opowiadanie, które poruszy wyobraźnię czytelników, rysunek podarowany komuś w dowód przyjaźni, wiersz piękny w swej prostocie, latawiec zrobiony wspólnie z dzieckiem, list od przyjaciela zza granicy... Także origami. Składając kartkę papieru w wiewórkę, dajesz mu możliwość doświadczenia, jak to jest. Przez lata drzewo obserwowałe te małe słodkie, wredne stworzonka, czuło ich tupot na swojej korze, a teraz wreszcie rozumie, które nasiona są najsmaczniejsze i jak ważny jest ogon.
Na papierze ze złego drzewa ktoś wydrukuje podręcznik do chemii, ulotki szkoły policealnej, grafomańską powieść albo negatywne wyniki badania. Z niego powstaną książki, na których ktoś postawi kawę, karty pracy z idiomami i - tak, macie rację - papier toaletowy.

Czy jeśli malarz dziwnym trafem używa sztalugi, palety, pędzla i papieru zrobionych z jednego drzewa, czy powstały obraz należy tylko do artysty, czy po części także do drzewa? Przecież to pędzel pozwala sobą kierować, może samemu trochę pomagając, papier wchłania właśnie tyle wilgoci, ile trzeba, paleta tworzy świetne warunki dla powstawania zupełnie nowych barw, a sztaluga stoi wytrwale w imię obowiązku.
Czy jeśli ten sam malarz namalował to drzewo, zanim zostało ścięte, czy jest to krajobraz czy portret? Bo w czym niby ludzcy modele są lepsi od drzewa? Rozumu mają tyle samo, rozwagi mniej, a o staniu nieruchomo nie mają pojęcia.

A zwierzęta, pyta Michał, co z nimi?
Zwierzęta po śmierci są martwe.
Ale nie wszystkie, bo - jak słusznie zauważył Ponder - wszystkie psy idą do nieba. I część aligatorów też.